Książka Andrzeja Niewinnego - Dobrowolskiego wydana została przy współpracy Domu Wydawniczego BELLONA, Warszawa


Poniżej zamieszczamy tekst wywiadu jaki redakcja "Dziennika" przeprowadziła z autorem książki 10 sierpnia 2005 roku

   "Donos na Polonię . . . " to raczej życzliwy dystans do wad i zachowań Polaków niż ocena i krytyka. Czy jest to wynik Pana doświadczeń na emigracji czy łagodność Pańskiego charakteru ?

   Dziękuję za domyślną opcję tyczącą łagodności. W tytułowym felietonie piszę wręcz o swojej skłonności do przedkładania komplementów ponad przytyki (by nie wspomnieć o repry - za przeproszeniem - mendach) w przekonaniu, iż dzielenie się życzliwością skuteczniejsze bywa od wytykania błędów, napominania i zwracania uwagi. Zresztą zwykle ci, którym się ową uwagę zwraca, w charakterze retorsji zwracają ją zwracającemu. Głębiej, szerzej i dosadniej wyraziłem się na ten temat w podtytule książki, będącym moim życiowym mottem, Główną Zasadą i drogowskazem.

   Jak wrażliwość muzyczna wpływa na postrzeganie otoczenia. Czy widzi Pan jakąś zależność?

   Słynny muzykolog, profesor Goldberg twierdzi, że istnienie świata opiera się na harmonii, która z muzyką tyle ma wspólnego, co sól z chlebem, a woda z pragnieniem. Ludzie pozbawieni wrażliwości muzycznej zastępują w naturalny sposób ową ułomność wrażliwością na inne aspekty urody świata, zdobiąc go pędzlem, formą utrwaloną w dziełach o stabilniejszej strukturze czy po prostu pięknem swego istnienia. Nie sądzę, żeby wrażliwość na harmonię dźwięków wyróżniała użytkowników czasu przeznaczonego na życie w sposób wyjątkowy czy choćby uchodzący za bardziej atrakcyjny od innych przejawów szeroko rozumianego estetyzmu. Natomiast brak wrażliwości zastępowany bywa często nadekspresywną manifestacją owej przypadłości, co, przyznaję, jest mi dość obce, a narażony nań, nie bardzo wiem, jak się znaleźć. Przykładem choćby obserwacje podczas ostatnich wakacji w Polsce, kiedy to miewałem kłopoty, gdy uszu towarzyszących mi pań nie potrafiłem uchronić od dochodzących ze stolików obok zaj...stych ku..w i innych pie....eń rzucanych bez wykropkowania i wzmocnionych ogłuszeniem przez wypite piwo głosem.

   Jak odbiera Pan postawę młodego pokolenia skupionego na własnych karierach. Wydaje się, że szczytem buntu z ich strony jest tylko kolejny happening ?

   O ile poprawnie rozeznaję się w otaczającej mnie rzeczywistości, młode, wchodzące w życie pokolenia zawsze skupione były na własnych karierach, co prawdopodobnie stanowi podstawę rozwoju, w tym rozwoju społeczeństw w szczególności. Koncentracja na karierze pokolenia odchodzącego byłaby, moim zdaniem, narażona na zarzut we wspomnianym rozwoju cofania się raczej niż postępu. Jak świat światem my, starsi, taki właśnie zarzut najchętniej formułowaliśmy wobec młodszych. A czy nazywaliśmy to brakiem szacunku, ignorowaniem cennego doświadczenia czy happeningiem, wydaje się sprawą mody na określenia, w tym przypadku zdaje się wprowadzonego przez młodych właśnie.
   Dodatkowej twardości rozgryzanemu przez nas orzechowi przydaje niewątpliwie fakt, że wszechobecna komputeryzacja i jej obsługa łatwiej przychodzi młodszym niż nam, uzurpującym sobie ochotę na potrzymanie jeszcze steru w dłoniach, czyniąc rzeczywiście nasze cenne doświadczenia wartymi mniej, niż pragnęlibyśmy widzieć je sami. Innymi słowy. Jest, jak jest...

   Czy Pana pokolenie musiało częściej dokonywać trudnych wyborów ?

   Zapewne nie, choć trudno na to pytanie odpowiedzieć zadowalająco. Wybór tyczący życia zawsze jest trudny. Niezależnie od czasów, w jakich przychodzi je dokonywać. W ogóle podejmowanie decyzji - a wybór, jak Pan powiada, to podejmowanie decyzji przecież - ... No więc panu selekcjonującemu w niegdysiejszym pegeerze ziemniaki do sadzenia na jego prośbę o podwyższenie zarobków przez wzgląd na trudność pracy odpowiedziano: "E, co to za robota! Siedzisz i przekładasz kartofle z jednej kupki na drugą!" "Tak" - odpowiedział chętny na podwyżkę - "tak to i może z boku wyglądać, ale proszę zauważyć, kurna, że co kartofel to decyzja."
    A nieco poważniej: Nie wiem, czy łatwym można określić zmaganie się z podjęciem wyboru "zasiłek - Irlandia", "Giertych - Cimoszewicz", "drugi fakultet - bezrobocie". Może dlatego tak duża liczba młodych ogranicza się do dokonania wyboru "Warka - Żywiec". Zwłaszcza że las podparasolowego cienia na wyprzódy z morderczo intensywną telewizyjną reklamą do tego właśnie zachęca.

   Napisał Pan "Do zrozumienia niektórych prawd trzeba dojrzeć, do innych zaś przejrzeć". Może niektóre się po prostu dezaktualizują ?

   Kluczem do zrozumienia tego aforyzmu jest oczywiście dwuznaczność słowa "przejrzeć". Czym innym jako zdezaktualizowany produkt spożywczy jest przejrzała śliwka, co innego mamy na myśli, mówiąc o ślepcu, który przejrzał. Ot, żart słowny, drobnostka, zabawa. Wszak jeśli by kto zechciał zrozumieć ją poważniej, nie ma przeciwstawień. Uważam, że w zabawach słownych opierających się na paradoksach nierzadko ukryte są prawdy, których znalezienie gdzie indziej bywa nieco bardziej kłopotliwe. Innymi słowy - że pozwolę sobie z pamięci nieskromnie zacytować samego siebie - "Życie na wesoło bywa znacznie poważniejsze od trawionego smutkiem." Niektórzy wręcz twierdzą, że przesadnie poważne w ogóle nie warte jest zachodu". Hm... Kto wie?

   Nasi politycy cały czas się kompromitują. Wyborcy przestają pamiętać o tym w kolejnych wyborach. Czy wyborca w Szwecji jest bardziej konsekwentny ?

   Rzeczywiście wygląda na to, jakby politycy zajęci byli głównie walką o plamę pierwszeństwa, zaś plamieniem honoru poprzez niedotrzymywanie obietnic zwłaszcza. Jest to jednak cecha wspólna większości reprezentantów ogółu, więc jako wyborcy nie powinniśmy się nabierać. W Szwecji naturalnie bywa nie inaczej, bo demokracja jest, jaka jest. Widać gdyby miała być inna, to by była. Może w kraju, gdzie zastosowano ją po raz pierwszy, dopuszczanie do urn wyłącznie wolnych obywateli jednej płci czyniło sprawę lepszą? Nie wiem, choć myślę, że upowszechnienie przywileju wśród wszystkich jak leci, towarzystwa spod parasoli nie wyłączając, uśmierza nieco skłonność naszych wybrańców do liczenia się ze słowami. Wspomniani przeze mnie wcześniej panowie przy stoliku obok też się z nimi nie liczyli, więc jakoś tam rachunek się wyrównuje. Jedni rzucają zaj.....mi k...ami, drudzy czym popadnie.
   Do niedawna w charakterze kabaretowej rozrywki przyglądałem się od czasu do czasu występom komisarzy ropno... o proszę, już zapomniałem, czego tyczyła pierwsza komisja! Skoro tak, widać nie są to sprawy wystarczająco poważne, by zaprzątać sobie nimi głowę na wesoło. A to przede wszystkim mnie interesuje: Jak przejść przez życie na wesoło. Czego i czytelnikom Pańskiego wydawnictwa życzę, dziękując za ciekawe pytania.

Od Wydawcy
   Teksty zebrane w tej książce tyczą przede wszystkim nas, Polaków. Żyjących zarówno poza granicami Ojczyzny, jak i nad Wisłą, złączonych podobieństwem cech charakteru, obyczajów, upodobań. Tak jedni, jak i drudzy odnajdą w nich potwierdzenie własnych przemyśleń, bądź ich zaprzeczenie.
   Rzadko zdarza się, by w lekkiej, nie stroniącej od humoru formie zawarto tak wiele ważnych, płynących z osobistego doświadczenia refleksji. Ich charakterystyczną wartością jest to, że nie objawiają prawdy ex cathedra, lecz prowokują do konfrontacji myśli Autora z wiedzą o życiu samego Czytelnika.
   Felietony są odzwierciedleniem rzeczywistości czasów ostatnich, obecnych, podczas gdy sceną wydarzeń krótkich utworów literackich zawartych w części drugiej są odchodzące w zapomnienie sześćdziesiąte i siedemdziesiąte lata tak zwanego peerelu.
   Odbiorcy znajdujący przyjemność w odkrywaniu pod tzw. realistyczną powierzchnią przekazu domniemań natury ogólniejszej, z pewnością nie zostaną pozbawieni satysfakcji.
   Podkreślone ilustracjami i zebrane na osobnych stronicach sentencje są zdaniami wyjętymi z tekstów. Niekiedy uładzonymi nieco przez Autora, by usankcjonować ich samodzielną obecność.
   Mając do wyboru wiele sposobów uszeregowania felietonów, zdecydowaliśmy się - poza jednym uzasadnionym wyjątkiem - na porządek alfabetyczny. Powoduje to, że teksty bardziej dosłowne sąsiadują niekiedy z prezentacją wysublimowaną, zaś późniejsze wyprzedzają napisane wcześniej. Jest to wszak o tyle bez znaczenia, że - jak wiadomo - wiek nie musi świadczyć o młodości, podobnie jak piękno o urodzie.
   Część utworów, prócz czasopism w Polsce, publikowana była w kilkudziesięciu polonijnych wydawnictwach w Europie, Ameryce, Australii i w Afryce, lecz - jak to bywa z krótką formą - zaistniały, zabłysnęły i przygasły. Dlatego idea zebrania tekstów w jedną całość wydaje się nam przedsięwzięciem ze wszech miar słusznym.
Czy przekonanie owo jest właściwe, pozostawiamy łaskawej ocenie Czytelników

Więcej o książce a także wywiady z autorem ( press room ) - zobacz

16 lipca 2019 - Eustachego, Mariki, Mirelli