Kościoły Świdnickie w XIII i XIV wieku

Pierwsza pewna wzmianka o kościołach w Świdnicy pochodzi z 1249 r., kiedy to w mieście budowano klasztor i kościół Franciszkanów. O istnieniu parafii świdnickiej dowiadujemy się po raz pierwszy w r. 1250, gdy świadkiem na dokumencie jest Herman, pleban świdnicki.
Przypuszcza się, że pierwszy kościół parafialny w naszym mieście zbudowany był z drewna i stać mógł w pobliżu dzisiejszej ul. Spółdzielczej. W latach od około 1288 do około 1303 budowano w jego pobliżu kościół murowany, zapewne z kamienia, bo ocalał on w wielkim pożarze Świdnicy w 1313 r., chociaż spłonęły wtedy wszystkie drewniane budynki w mieście. W kościele tym był ołtarz poświęcony św. Janom - Chrzcicielowi i Ewangeliście - ufundowany w 1318 r. Jako patronów tego kościoła dokumenty wymieniają w 1288 r. i w 1298 r. - św. Wacława, a w 1303 r. - św. Wacława i św. Stanisława.
O parafii świdnickiej wspomina się też w r. 1257 z okazji przekazania części dochodów z niej klasztorowi Klarysek we Wrocławiu. Wypłacał im je każdorazowo proboszcz świdnicki na Wielkanoc, św. Jana Chrzciciela, św. Michała i na Boże Narodzenie. W 1266 r. proboszcz dawał klaryskom cztery i pół grzywny złota rocznie, a w 1291 r. - 50 grzywien srebra. Po 1265 r. przełożona klarysek wrocławskich posiadała tzw. prawo patronatu świdnickiego kościoła, to znaczy przedstawiała kandydata na proboszcza, którego potem zatwierdzał biskup. W 1266 r. proboszcz Herman już nie żył. Jego następcą został franciszkanin Gerard, przedtem proboszcz w Piotrowicach.
W 1280 r. wymieniany jest w Świdnicy proboszcz Jan, w latach 1289-1295 - Wojciech, a w latach 1300-1320 - magister Jan Schoenaich z Brna. Tenże spierał się o dochody ze świdnickimi klasztorami Franciszkanów i Dominikanów.
Kazania i nabożeństwa u stosunkowo dobrze wykształconych dominikanów odciągały wiernych kościoła parafialnego od ofiarności na rzecz swego kościoła. Spór został zakończony ugodą z 1316 r., na mocy której proboszcz otrzymał 50 grzywien od dominikanów, ci zaś mieli obowiązek odprawiania nabożeństw i głoszenia kazań też i w kościele parafialnym. Do tego celu wydelegowali dwóch mnichów.
Dokumenty wymieniają też wikariuszy świdnickich, którymi byli w 1317 r. Arnold, Jan, Mikołaj i Peczold, a w r. 1318 - Fryczko.
W XIV wieku w Świdnicy, oprócz kościoła parafialnego, były jeszcze kościoły klasztorne Franciszkanów pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny przy obecnej ul. Franciszkańskiej (tam, gdzie dziś Szkoła Podstawowa nr 10) i Dominikanów pod wezwaniem Św. Krzyża przy dzisiejszej ulicy Różanej (tam, gdzie teraz jest gmach sądu i areszt śledczy).
W mieście mieszkało też wielu Żydów, których świątynia znajdowała się w zaułku przy dzisiejszej ul. Kotlarskiej.

Budowa nowego kościoła parafialnego

Niełatwo ustalić, kiedy w Świdnicy rozpoczęto budowę nowego, stojącego do dziś kościoła parafialnego pod wezwaniem świętych Stanisława i Wacława. Brak jest dokumentów podających datę rozpoczęcia budowy. Przyjęta tradycyjnie data 1330 r. jest datą umowną. Także twierdzenie, że fundatorem kościoła był ostatni książę świdnicki Bolko II, nigdzie nie jest wyraźnie udokumentowane. Być może, budowę kościoła rozpoczęto wcześniej niż w 1330 r., a zadłużony i chyba niezbyt pobożny książę Bolko II mógł może tylko ją popierać. Wniosek, że skoro w r. 1358 klaryski wrocławskie odstąpiły czasowo prawa patronatu kościoła księciu Bolkowi II, ponosił on lwią część kosztów budowy, może być wnioskiem fałszywym. Książę mógł odzyskać prawo patronatu posiadane przez jego poprzedników w celu podreperowania swoich dochodów. W czasach Bolka II Świdnica była miastem bogatym i samych mieszczan stać było na finansowanie różnych budowli powstających w mieście.
O budowie nowego kościoła myślano być może już na początku XIV w. Wtedy to w 1303 r. papież Bonifacy VII udzielił ważnego 10 lat odpustu cząstkowego jednego roku i 40 dni wiernym, którzy odwiedzą kościół świdnicki, co przyciągało pielgrzymów i z czym połączone było zazwyczaj składanie ofiar. Odpustu takiego udzielano wtedy często gdy zbierano fundusze na nowy kościół. Wyraźnie mówi się o budowie kościoła w 1323 roku, kiedy to Henryk, syn Henryka zwanego Rot, zapisuje pół grzywny na cele budowy kościoła parafialnego w Świdnicy.
W 1327 r. Jan z Kraszewic wyjednał w Rzymie u trzech biskupów przywilej odpustowy dla tych, którzy odwiedzą świdnicki kościół parafialny i złożą ofiarę na budowę. Przywilej ten zatwierdził biskup wrocławski Nanker w czasie pobytu w Świdnicy 12 lipca 1327 r. Może wtedy poświęcił on kamień węgielny naszego kościoła parafialnego?
Nanker przychylił się też do prośby ówczesnego proboszcza świdnickiego kanonika Ottona Donina i w 1330 r. obdarzył 40-dniowym odpustem odwiedzających kościół świdnicki i modlących się za dusze zmarłych pogrzebanych na świdnickim cmentarzu. W 1333 r. Nanker znów obdarzył takim samym odpustem nawiedzających świdnicki kościół, tym razem nie tylko na prośbę proboszcza Donina, lecz również i wrocławskiego archidiakona Henryka z Wierzbnej. W 1338 r. aż 12 biskupów na dworze papieskim, znajdującym się wtedy we Francji w Awinionie, obdarzyło 40-dniowym odpustem wiernych, którzy w określone święta odprawią spowiedź, odwiedzą kościół parafialny w Świdnicy i złożą ofiarę na jego utrzymanie.
Święta, w które można było uzyskać ów odpust cząstkowy, to: Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wniebowstąpienie Pańskie, Zesłanie Ducha Świętego, Boże Ciało, wszystkie święta Maryjne, św. Michała, św. Jana Chrzciciela, Wszystkich Świętych, św. Apostołów, św. Szczepana, św. Wawrzyńca, św. Mikołaja, św. Marcina, św. Marii Magdaleny, św. Katarzyny, św. Małgorzaty i święto rocznicy poświęcenia kościoła. Z zestawienia tego wynika, jakie dni roku kościelnego obchodzono w XIV w. szczególnie uroczyście.
Kościół parafialny uzyskał jeszcze jeden przywilej odpustowy od 4 biskupów w Rzymie. W 1339 r. na prośbę Ulryka, syna Henryka z Mokrzeszowa, każdy z biskupów udzielił odpustu 40-dniowego, do czego na prośbę proboszcza Donina biskup Nanker dodał jeszcze dodatkowych 40 dni ze swojej strony.
Zapisy i odpusty świadczą o tym, że budową kościoła w Świdnicy zajmowano się już za panowania księcia świdnickiego Bernarda zmarłego w 1326 r. Naukowiec niemiecki Ernst Heinz Lemper przypuszczał nawet, że krypta znajdująca się pod wielkim ołtarzem naszego kościoła mogła być budowana jeszcze za życia księcia Bernarda z myślą o urządzeniu tam miejsca pochówku książąt świdnickich. Lemper posuwa się tak daleko, że wysuwa ostrożnie hipotezę, iż pod posadzką krypty mogą spoczywać zwłoki księcia, którego nagrobka brak w mauzoleum Piastów świdnickich w Krzeszowie. Przypuszczenia Lempera mogłyby rozstrzygnąć tylko badania archeologiczne w tej krypcie.

Pierwszy etap budowy kościoła

Liczne datki mieszczan świdnickich, składane szczególnie w ostatniej ćwierci XIV w., jak również i zapewne dochody wpływające od pielgrzymów, którzy już od końca XIII w. przybywali do Świdnicy, pozwoliły na stosunkowo szybkie wznoszenie murów nowego kościoła parafialnego. Z ramienia rady miejskiej budowę nadzorował specjalnie wybrany rajca. Był nim Tomasz z Kraszewic, później Franczko Andrebis, a także Mikołaj Lewe. Tenże w 1385 r. rozliczał się z mistrzem murarskim Apeczem z wynagrodzeń za pracę. Stąd wiemy kto był budowniczym kościoła. Przypuszcza się, że przy pracach budowlanych zatrudniony był również świdnicki kamieniarz i murarz Jakub, który budował kościół w Strzegomiu.
W drugiej połowie XIV w. proboszczami kościoła świdnickiego byli Jan, Jakub Engilger, Jakub von Bork, Mikołaj Wendelin, Jan Stabelwicz, Jan Kolmas. Proboszczowie świdniccy, m.in. i Otton Donin, byli często równocześnie kanonikami wrocławskimi czy protonotariuszami książęcymi. Rozliczne obowiązki nie pozwalały im na stały pobyt w Świdnicy. Zastępowali ich tu wiceproboszczowie, którzy mogą występować wśród wyżej wymienionych.
Wreszcie 6 września 1388 r. kościół był częściowo wykończony. Zasklepiono bowiem nawę środkową, dwie nawy boczne oraz prezbiterium, a dach pokryto dachówką wypalaną. Prawdopodobnie w nawie północnej, w okolicy dzisiejszej kaplicy św. Jadwigi, urządzono zakrystię. Z fundacji patrycjusza Konrada Sachenkircha do nawy południowej dobudowano kaplicę, która obecnie służy jako zakrystia. Zbudowano też kaplicę pełniącą dziś funkcję zaplecza zakrystii. Mikołaj Lewe ufundował też kaplicę zwaną dziś kaplicą Trzech Króli. W niej zachowało się do dziś piękne, gotyckie sklepienie krzyżowe.
W kościele umieszczono wiele ołtarzy ufundowanych przeważnie przez mieszczan świdnickich. M.in. były tam ołtarze: Najświętszej Dziewicy Marii i świętych Andrzeja, Tomasza oraz czterech Doktorów Kościoła, ołtarz św. Mikołaja i św. Barbary, ołtarz św. Andrzeja, Jakuba Większego i Idziego. Przy schodach wiodących do prezbiterium stał ołtarz Maryjny, a naprzeciw niego - ołtarz św. Andrzeja, Katarzyny, Cecylii, Macieja i obu świętych Wincentych - biskupa i diakona. Był też ołtarz św. Filipa i św. Jakuba oraz wiele innych ołtarzy poświęconych świętym, do których fundatorzy mieli szczególne nabożeństwo.
Przy niektórych ołtarzach odprawiali obowiązkowe msze św. tzw. altarzyści, księża pobierający określone uposażenie z funduszy ulokowanych na nieruchomościach i przypisanych do danego ołtarza.
Już w 1370 r. przy kościele parafialnym istniało Bractwo Maryjne, które później zbudowało sobie odrębny chór na podwyższeniu, jaki zachował się do dziś. Zwano go Chórem Mieszczan.

Rozbudowa kościoła w XIV i XV wieku

W czasie budowy trzynawowego korpusu kościoła, w XIV i XV w. do naw bocznych dobudowano szereg kaplic. Fundatorami ich byli bogaci mieszczanie świdniccy, bractwa religijne lub cechy świdnickie.
Najwcześniej, bo już około 1342 r., patrycjusz Konrad Sachenkirch ufundował kaplicę przylegającą do nawy południowej kościoła. Pod koniec XVII w. została ona przebudowana w stylu barokowym i obecnie mieści się tu zakrystia.
Nieco później, około 1395 r, Mikołaj Lewe ufundował kaplicę zwaną obecnie kaplicą Trzech Króli. Przylega ona też do południowej nawy kościoła. W XV w. zwano ją kaplicą Herdanów, a w XVI w. kaplicą Sachenkirchów, ponieważ te dwa patrycjuszowskie rody świdnickie sprawowały patronat nad kaplicą.
Około połowy XV w. nieznany fundator, niewykluczone że cech łaziebników, ufundował kaplicę przylegającą do nawy północnej, zwaną dziś kaplicą Chrzcielną. Zapewne w tym samym czasie zbudowano pomieszczenie przylegające też do nawy północnej, w którym obecnie umieszczono bibliotekę pojezuicką. Pomieszczenie to prawdopodobnie służyło ongiś jako zakrystia.
Również prawdopodobnie około połowy XV w. zbudowano kaplicę Bractwa Maryjnego. Podzielono ją na dolną i górną przez wzniesienie tzw. Chóru Mieszczan. Wykuto go w piaskowcu i bogato ozdobiono w stylu gotyckim.
Druga połowa XV w. wzbogaciła kościół także o szereg kaplic fundowanych przez cechy świdnickie. Około 1459 r. rzeźnicy ufundowali przylegającą do nawy południowej kaplicę zwaną dziś kaplicą Matki Boskiej Świdnickiej. Później nadano jej wspaniały wystrój barokowy i nazwano kaplicą Marmurową. Dziś, odnowiona wielkim nakładem kosztów i pracy, stanowi perłę zabytków naszego kościoła.
Piękną architekturę posiada przylegająca do nawy północnej kaplica św. Jadwigi, ufundowana około 1460 r. przez cech krawców. Ongiś była ona także podzielona na dwa poziomy, zapewne chórem wykonanym z drewna. Przylega do niej kaplica św. Jana Chrzciciela, którą przed r. 1474 ufundowali sukiennicy. W 1487 r. wymieniona jest po raz pierwszy kaplica ufundowana przez kupców, zwana dziś kaplicą św. Józefa.
Po ukończeniu budowy zasadniczego korpusu kościoła, po 6 września 1488 r., kaplic już nie dobudowywano. Główny wysiłek budowlany skupiono na wznoszeniu wieży południowej, co z licznymi przerwami trwało aż do połowy XVI w. Dziś przy pomocy lornetki możemy odczytać różne daty budowy wykute na najwyższych ciosach kamiennych, z których wieża jest wzniesiona.
Zakłóceniem w budowie wieży był pożar kościoła, jaki wybuchł 9 kwietnia 1532 r. Wtedy to wójt miejski odpalił lekkomyślnie stojącą na wieży armatkę, z której wypadły płonące szmaty na gontowy dach kaplicy Kupców. Spłonęła wtedy więźba dachowa kościoła, runęło sklepienie nawy głównej i część fasady. Z wieży spadły dzwony. Spłonęły organy, niektóre ołtarze i ławki.
W 1535 r. sklepienie i fasadę odbudowano. Sklepienie jednak zostało obniżone o około 6 metrów i w miejsce prawdopodobnie sklepienia krzyżowego, przybrało formę sklepienia sieciowego.

Dochody parafii w XIV i XV wieku.

W 1342 r. proboszcz parafii świdnickiej zobowiązany był do zapłacenia daniny na rzecz papieża w wysokości 4 i pół skojca. Suma ta świadczy, że dochody proboszcza były znaczne, a Świdnica była miastem zasobnym. Inne parafie płaciły mniej.
Do parafii świdnickiej należało kilka wsi - Bystrzyca, Jagodnik, Jakubów, Kliczków, Pogorzała, Schreibendorf, część Słotwiny, później Witoszów. W niektórych wsiach mieszkali zapewne Polacy, jak np. w Bystrzycy i Kliczkowie. Inne wsie zamieszkałe były prawdopodobnie przez Niemców, przybyszów być może z Frankonii. Także w Świdnicy mieszkała przeważnie ludność niemiecka.
Proboszcz pobierał od wiernych dziesięcinę oraz inne opłaty, np. za chrzty, śluby i pogrzeby. Czerpał też dochody z gruntów, jakie miał między Tomkową a Zawiszowem, zapewne w okolicy dzisiejszej ciepłowni położonej przy linii kolejowej ze Świdnicy do Jaworzyny Śląskiej. W okolicy tej przed dziesięcioma laty znaleziono w ziemi dwa krzyże kamienne, zwane obecnie w Polsce umownie "krzyżami pokutnymi", będące być może znakami stawianymi na granicach gruntów należących do Kościoła.
Kościół czerpał też zyski z czynszów zapisanych na "sklepach", jakimi były wtedy tzw. "ławy" mięsne i szewskie oraz z czynszów zapisanych na kamienicach. Użytkownicy "ław", a także właściciele niektórych kamienic, zobowiązani byli co roku płacić na rzecz kościoła określoną sumę pieniędzy, co nazywano czynszem. Wysokość czynszów określały zapisy sporządzane przeważnie w testamentach właścicieli, którzy w ten sposób zabiegali o modlitwy za zbawienie duszy.
Dochody kościoła uszczupliły zapisy na rzecz kościółka cmentarnego pod wezwaniem św. Mikołaja. Powstał on po wybuchu epidemii dżumy, jaka w 1360 r. nawiedziła Świdnicę. Groby zmarłych nie mieściły się już ani na cmentarzu wokół kościoła parafialnego, ani na cmentarzu przy klasztorze Franciszkanów. Wtedy to biskup wrocławski Przecław z Pogorzeli zezwolił na założenie nowego cmentarza poza murami miejskimi i na zbudowanie na nim kaplicy pogrzebowej pod wezwaniem św. Mikołaja.
Cmentarz założono w okolicy dzisiejszego Banku Zachodniego, o czym świadczą m. in. odkryte resztki kości ludzkich przy al. Niepodległości. Pozostałością po cmentarzu wokół kościoła parafialnego są kości ludzkie wykopane przy budowie garaży probostwa i zakładaniu instalacji podziemnych na placu Kościelnym.
W 1410 r. proboszcz Jan Kolmas założył tzw. precentorię przy kościółku cmentarnym św. Mikołaja. Siedmiu kapłanów, mansjonarzy, pod kierownictwem precentora tworzyło wspólnotę, która m. in. zobowiązana była w niedziele i uroczyste święta kościelne upiększać śpiewem poranną mszę św. w kościele parafialnym i uczestniczyć w procesjach.

Ostatni proboszczowie katoliccy i początki luteranizmu

W XV w. i na początku w. XVI proboszczami świdnickimi byli: Jan Probisthain, Paweł Ebersbach, Franciszek Czegenbeyn, Kasper Weigil, Piotr Wartenberg i Stanisław Ber(n)walt, wychowanek uniwersytetu w Krakowie. Za jego czasów sprawiono zachowany do dziś na Chórze Mieszczan ołtarz maryjny datowany na r.1492, błędnie zwany "tryptykiem". W rzeczywistości jest on poliptykiem złożonym z rzeźbionej szafy środkowej i dwóch par malowanych skrzydeł. Wzorowany jest na słynnym Ołtarzu Mariackim w Krakowie, ale jednak nie jest dziełem Wita Stwosza.
Do dziś możemy oglądać w posadzce przed kaplicą Matki Boskiej Częstochowskiej płytę nagrobną proboszcza Ber(n)walta i jego krewnych, wykonaną na początku XVI w.
Zwolennicy nauki Lutra pojawili się w Świdnicy już w 1522 r. Początkowo zbierali się na nabożeństwa w jednej z kaplic przy bramie miejskiej. Później, gdy liczba ich wzrosła, zaczęli przeszkadzać katolickiemu proboszczowi Franciszkowi Reusnerowi w wygłaszaniu kazań zagłuszając je śpiewem. W końcu proboszcz przeniósł się do Wrocławia, gdzie był kanonikiem, a jego funkcję sprawowali wikariusze Walery Rosenhain i Mikołaj Jeschke, którzy wprowadzili ewangelicki rytuał nabożeństw.
W 1530 r., po śmierci ks. Reusnera, rada miejska chciała sprowadzić luteranina na stanowisko proboszcza. Przeciwstawiła się temu władza duchowna i mianowała proboszczem katolika ks. Mikołaja Weidenera. Jednakże tłum ewangelików nie dopuścił go do objęcia stanowiska. Dopiero w latach 1532-1533 proboszczem mógł być katolik Jan Henkel. Po nim proboszczem był krótko Eustachy Schocher, a od 1535 r. Sebastian Angerer, gorliwy zwolennik reformacji. Wkrótce ożenił się i opuścił Świdnicę.
W latach 1536-1543 nie było proboszcza w Świdnicy. Potem był nim krótko ksiądz katolicki Jakub Berger. W lipcu 1544 r. powrócił ewangelik Angerer i zaprowadził ewangelicki sposób odprawiania nabożeństw. Skasował spowiedź indywidualną i udzielał komunii pod dwoma postaciami. Z kościoła wyrzucił szereg obrazów i usunął niektóre ołtarze. Altarzyści opuścili kościół parafialny i odtąd odprawiali msze św. w kościółku cmentarnym św. Mikołaja i w kaplicach przy bramach miejskich. Jedna z takich kaplic zachowała się do dziś przy ul. Basztowej i służy współcześnie jako Dom Technika NOT.
Pomocnikiem Angerera był ewangelik Jan Kurzer oraz jeszcze inny wikariusz.
Angerer zmarł w grudniu 1547 r. Pozostawił żonę i pięcioro dzieci. Był pierwszym świdnickim proboszczem wyznającym wiarę ewangelicką.
Wiara luterańska zdobywała coraz silniejsze wpływy w mieście, zwłaszcza że niektórzy biskupi wrocławscy nie przeciwstawiali się jej zdecydowanie. Sprzyjał jej patrycjat miejski, pospólstwo i proletariat spodziewając się uwolnienia od obciążeń na rzecz Kościoła katolickiego i widząc w nowej wierze ułatwienie życia. Byli zapewne i tacy, którzy nową wiarę przyjmowali ulegając modzie.

Powstanie Parafii Ewangelickiej

Po śmierci pastora Angerera przez pewien czas nie było regularnych nabożeństw w kościele parafialnym. Dopiero w lutym 1550 r. przybył katolicki proboszcz ks. Wolfgang Droschke, któremu rada miejska i ludność stwarzała szereg trudności. Pomocnikami proboszcza byli wtedy wikariusze, zwolennicy wiary ewangelickiej Jan Kurzer i Ezajasz Heidenreich, jednak nie wolno im było udzielać sakramentów św. Wygłaszali jedynie kazania, które odpowiadały luteranom.
W Wielkanoc 1557 r. kazanie chciał wygłosić ks. Droschke. Tłum przepędził go z ambony i ścigał aż do zakrystii. W 1559 r. ks. Droschke wraz z wiernym wierze katolickiej wikariuszem zostali uwięzieni w areszcie w ratuszu, skąd wydostali się dopiero po czterech tygodniach po zapłaceniu kaucji. Ks. Droschke zmarł w 1560 r. w Nysie w drodze do Rzymu, gdzie chciał dochodzić swoich praw.
Wątpliwym jest, czy następcą ks. Droschkego na stanowisku proboszcza był, wg niektórych historyków, precentor kościółka św. Mikołaja ks. Marcin Frueauf. Pod chórem naszego kościoła, w ścianie południowej zachowało się epitafium, czyli ozdobna tablica ku czci zmarłego, niestety grubo pokryta farbą. Czytamy na niej m.in.: "W roku pańskim 1561, pierwszego marca zasnął w Panu czcigodny magister Marcin Frueauf, precentor, kaznodzieja, proboszcz, przeżywszy 99 lat, 3 miesiące i 6 dni. Boże, zmiłuj się nad jego duszą!" [Przekład z jeżyka niemieckiego].
Mająca prawa patronatu parafii świdnickiej przełożona zakonu klarysek wrocławskich Barbara Kalinowska miała dość nieustannych sporów z radą miejską w sprawie obsadzania probostwa. Pod koniec 1560 r. odstąpiła prawa patronackie kościoła radzie miasta Świdnicy na okres 10 lat, co było później kilkakrotnie odnawiane. Otrzymała za to rocznie 100 talarów czynszu, który luterańska rada zapewne początkowo chętnie uiszczała. W zamian za to, rada mogła swobodnie wybierać odpowiadających jej proboszczów bez uzyskania zgody przełożonej klarysek.
W grudniu 1561 r. rada mianowała proboszczem dotychczasowego wikariusza, luteranina Ezajasza Heidenreicha. Odtąd nieprzerwanie przez 68 lat nie było parafii katolickiej w Świdnicy. Obowiązki pastorów pełnili po Ezajaszu Heidenreichu: Jan Pelargus, Fryderyk Holstein i Henoch Bartsch oraz szereg tzw. diakonów będących odpowiednikami wikariuszy.
W ewangelickim okresie parafii zakończono budowę wieży kościelnej oraz zawieszono jeden z dzwonów. Sprawiono też piękną, zachowaną do dziś chrzcielnicę i epitafium małżeństwa Naucków, które możemy oglądać w kaplicy św. Jadwigi. Z tego okresu pochodzi też krata oddzielająca kaplicę Chrzcielną od północnej nawy kościoła.

Przywrócenie Parafii Katolickiej

W początkach wojny trzydziestoletniej, jaka pustoszyła Niemcy w latach 1618-1648, prawie cała ludność Świdnicy była wyznania ewangelickiego. Sytuacja zmieniła się, gdy w styczniu 1629 r. do miasta wkroczyły wojska katolickiego cesarza Niemiec, Ferdynanda II.
Żołnierze zostali zakwaterowani w domach świdnickich protestantów. W jednej kamienicy na kwaterze stało około 30 żołnierzy, którzy bardzo dawali się mieszkańcom we znaki. Domagali się pieniędzy, obfitego jedzenia i picia, kupowania im różnych przedmiotów, a ponadto kradli i rabowali.
Od uciążliwości kwaterunku można się było uwolnić, gdy się przedłożyło pisemne zaświadczenie, że właściciel danego domu był u spowiedzi, co oznaczało, że przyjął wiarę katolicką. Wtedy żołnierze przenosili się do innego domu, gdzie znów uciskali jego ewangelickich mieszkańców.
Pod wpływem nacisków wielu świdniczan złożyło oficjalne wyznanie wiary katolickiej, które później najczęściej odwoływało.
Od końca stycznia 1629 r. w poświęconym ponownie przez biskupa pomocniczego z Wrocławia kościele parafialnym odbywały się tylko nabożeństwa katolickie. Odprawiali je sprowadzeni do Świdnicy jezuici.
W 1632 r. proboszczem świdnickim mianowano ks. Pawła Neandra. We wrześniu tego roku proboszcz i jezuici musieli opuścić Świdnicę, gdyż do miasta wkroczyły wojska protestanckie - Sasi i Brandenburczycy. Wrócił wtedy wygnany w 1629 r. pastor Henoch Bartsch i odprawiał nabożeństwa ewangelickie.
Po dwóch latach, we wrześniu 1634 r. Świdnica znalazła się znów w rękach katolickich wojsk cesarskich. Kościół został na nowo poświęcony, a kanclerz księstwa świdnicko-jaworskiego Wilhelm Henryk Oberg powitał powracających jezuitów.
Dobrze zachowany, polichromowany nagrobek tego kanclerza zmarłego w 1646 r. możemy do dziś podziwiać w ścianie kaplicy Trzech Króli w naszym kościele.
Po ks. Neandrze, w 1637 r. proboszczem świdnickim został na kilka miesięcy ks. Marcin Ungeraten. W czerwcu 1642 r. protestanccy Szwedzi zdobyli Świdnicę, usunęli jezuitów i wprowadzili nabożeństwa protestanckie. Za dwa lata, w maju 1644 r. Szwedzi musieli wynieść się ze Świdnicy. Kościół znów poświęcono i oddano jezuitom.
Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, w latach 1656-1657 zbudowano w Świdnicy kościół ewangelicki, stojący do dziś tzw. Kościół Pokoju. W 1662 r. jezuici uzyskali od klarysek wrocławskich prawa patronackie kościoła parafialnego płacąc za to znaczną sumę. Przez 113 lat rektor kolegium jezuickiego był jednocześnie proboszczem kościoła pw. świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy.

Pod rządami Jezuitów

Po przejęciu parafii w 1662 r. przez jezuitów, wybudowano gmach kolegium jezuickiego, to jest dzisiejszej plebanii i przylegających do niej pomieszczeń. Kolegium nadano formę litery T. Obok niego zbudowano szkołę i konwikt (internat). Budynek szkoły już nie istnieje, w dawnym konwikcie mieści się dom handlowy.
Jezuici dokonali także przebudowy wnętrza kościoła. Usunięto wiele epitafiów, płyt nagrobnych i gotyckich ołtarzy. Sprawiono nowe ołtarze barokowe, ambonę i wspaniały ołtarz główny, wzorowany częściowo na ołtarzu jednego z kościołów w Paryżu. Nawy i kaplice ozdobiono wspaniałymi rzeźbami i olbrzymimi obrazami w bogato rzeźbionych ramach. Większość prac snycerskich (snycerstwo to sztuka rzeźbienia w drewnie) wykonał jezuita Jan Riedel, który przez 43 lata przebywał w Świdnicy (ku jego czci nazwano jedną z ulic na Osiedlu Młodych). Organy i nawę główną ozdobił posągami inny rzeźbiarz świdnicki - Jerzy Leonard Weber. Zamurowano też okna oświetlające nawę główną, a ściany pokryto polichromią wykonaną w 1739 r. przez Jana Jerzego Etgensa z Brna. Wcześniej, bo w r. 1726, malarz z Pragi Jan Hiebel ozdobił sklepienie kaplicy Matki Boskiej Świdnickiej pięknymi malowidłami, które ostatnio były odnawiane olbrzymim nakładem kosztów. Ukazują one klęski, jakie dotykały nasze miasto: zarazę, głód, ogień i wojnę. W ołtarzu tej kaplicy umieszczono obraz Marii, "Pani w słońcu", ozdobiony sukienką ze srebrnych nici. Sukienkę tę w r. 1969 skradziono.
Artystyczny rozwój kościoła zahamowany został w 1741 r. po wkroczeniu do Świdnicy Prusaków. Podczas wojen śląskich z Austrią urządzili oni w kościele obóz jeniecki, a potem magazyn zboża i mąki. Zniszczeniu uległy wtedy prawie wszystkie konfesjonały i ławki, uszkodzone zostały obrazy i ołtarze. Później urządzono w kościele szpital wojskowy. Obok kościoła, na terenie ogrodu i cmentarza grzebalnego, król pruski Fryderyk II nakazał zbudować olbrzymi magazyn prowiantowy. Rozebrano go dopiero w 1977 r., i na szczęście, nie udało się dotychczas różnym decydentom świdnickim zbudować na tym miejscu garaży czy domu towarowego, co zasłoniłoby piękny widok na kościół.
Po kasacie zakonu jezuitów, która na Śląsku nastąpiła dopiero w 1776 r., a nie już w 1773 r., parafię przejęli księża diecezjalni i odtąd rektor kolegium jezuickiego przestał być jednocześnie proboszczem świdnickim.

Działalność duszpasterska Jezuitów

W ciągu roku kościelnego odbywało się wiele różnorodnych nabożeństw. W adwencie odprawiano msze św. roratnie. Na Boże Narodzenie ustawiano szopkę, a w Wigilię o północy odprawiano pasterkę. Upiększały ją śpiewy młodzieńców przebranych za aniołów. Także na zakończenie roku kalendarzowego było w kościele uroczyste nabożeństwo. Około Nowego Roku jezuici błogosławili mieszkania, co dziś nazywamy kolędą. Przed Środą Popielcową urządzano trzy dni modlitw adoracyjnych przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Było też nabożeństwo czterdziestogodzinne. W okresie Wielkiego Postu odprawiano kilka razy w tygodniu specjalne nabożeństwa z kazaniami pasyjnymi. W Wielkim Tygodniu urządzano grób Chrystusowy.
Zewnętrznym przejawem działalności duszpasterskiej jezuitów były procesje. Odbywały się one kilka razy w roku. W Niedzielę Palmową urządzano uroczystą procesję z palmami. W Wielki Piątek była procesja pokutna. W święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i w każde inne uroczyste święto maryjne, procesja szła do rynku, a w dni patronów poszczególnych kaplic przybramnych, np. św. Barbary, św. Piotra i św. Pawła, św. Wawrzyńca, św. Małgorzaty - do tych kaplic. W tygodniu poprzedzającym święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny pielgrzymowano procesjonalnie do sanktuarium w Bardzie. Później odbywano jeszcze procesję dziecięcą do rynku w święto założyciela zakonu jezuitów - św. Ignacego Loyoli w dniu 31 lipca.
Szczególnie uroczyście przebiegała procesja Bożego Ciała. Do udziału w niej zmuszeni byli również protestanci, którzy nie uznawali tego święta. Jako członkowie cechów zobowiązani byli do towarzyszenia procesji spod kościoła parafialnego na rynek i z powrotem. Przy każdym ołtarzu musieli oddawać salwę honorową z muszkietów (strzelb dawniej używanych). Uczestniczący w procesji protestanci musieli iść z obnażoną głową, co wielu z nich uważało za wyparcie się swojej wiary. W 1709 r. jeden z krewkich protestantów podczas oddawania salwy na placu przed kościołem, w chwili odśpiewywania w kościele Te Deum (Ciebie Boże wysławiamy), strzelił celowo w duże okno fasady. Posypało się szkło, zapewne wybuchła panika, a sprawcę czynu uwięziono i skazano na przymusową służbę wojskową.Według ówczesnych praw, część opłat za chrzty, śluby i pogrzeby protestantów należało płacić rektorowi kolegium jezuickiego jako proboszczowi Świdnicy. Istniało także prawo, że kto z katolicyzmu przeszedł na protestantyzm, musiał opuścić Świdnicę. Wszystko to wywoływało wielkie niezadowolenie wyznawców wiary ewangelickiej.
W 1694 r. przy wystawionym przez jezuitów pomniku św. Floriana, stojącym do dziś na placu przed kościołem parafialnym, znaleziono anonimowy wiersz znieważający wierzenia katolickie. Wiersz ten został uroczyście potępiony w proklamacji (publicznym oświadczeniu) odczytanej na czterech rogach rynku i spalony przez kata na stosie.
W każdą niedzielę po południu była dla dzieci w kościele nauka religii i śpiewu pieśni religijnych. Szczególną czcią cieszył się obraz Matki Boskiej Świdnickiej wiszący do dziś w kaplicy Jej poświęconej. W każdą sobotę udawało się do tej kaplicy siedmiu uczniów jezuickiego gimnazjum i śpiewało po łacinie pieśń "Witaj Królowo".
Jezuici zajmowali się też duszpasterstwem poza kościołem. Odwiedzali chorych, zwaśnionych i więźniów, asystowali przy wykonywaniu wyroków śmierci starając się o nawrócenie skazanych. W 1703 r. wybronili od śmierci 6 spośród 11 kobiet skazanych na powieszenie za uprawianie czarów, czyli tzw. wtedy czarownic.
Krótko przed zajęciem Świdnicy przez Prusaków, w 1739 r. odbyły się w Świdnicy misje święte trwające osiem dni. Uczestniczyło w nich bardzo wielu ludzi, także i protestanci. Na zakończenie misji wystawiono krzyż misyjny przed kościołem.
Po zajęciu Świdnicy przez Prusaków, od 1741 r. urządzanie procesji napotykało na trudności i nie zawsze mogła się ona odbywać. W czasie wojny siedmioletniej, od 1758 do 1763 r. rektor jako proboszcz świdnicki na rozkaz Prusaków musiał przebywać poza Świdnicą, a jego obowiązki spełniał przeor świdnickich dominikanów.
Kościół parafialny nie był wtedy udostępniony wiernym, bo zajęto go na magazyn zbożowy, a potem na magazyn mąki. Ustawiono w nim aż 2248 beczek napełnionych mąką i dopiero w 10 lat po zakończeniu wojny, w 1773 r. zwrócono do użytku sakralnego. Jednak w 1778 r. zajęto go znów na dwa lata na szpital wojskowy.
Gdy w używanym jako magazyn zbożowy kościele na posadzce leżała gruba warstwa ziaren zboża, przez wybite szyby dostawały się do wnętrza stada ptaków. Prusacy strzelali do nich nabojami ze śrutem, którego ślady zachowały się do dziś np. na obrazie św. Stanisława Szczepanowskiego w kaplicy św. Jana Chrzciciela.
Do świdnickiego kościoła parafialnego musiało też przybywać sporo Polaków, skoro w latach 1667-1716 byli tam specjalni spowiednicy spowiadający także po polsku.
W czasie pobytu jezuitów w Świdnicy było kolejno 38 rektorów, którzy jednocześnie sprawowali funkcje proboszczów świdnickich. W tym czasie zmarło w Świdnicy 81 jezuitów. Pochowano ich w krypcie znajdującej się pod posadzką kaplicy św. Jadwigi. Dziś krypta ta jest zamurowana, a o jej istnieniu świadczy wyższy poziom posadzki. W krypcie prawdopodobnie spoczywają też zwłoki rzeźbiarza Jana Riedla, zmarłego 2 stycznia 1736 r. w wieku 81 lat oraz pewnego jezuity, który zmarł śmiercią tragiczną w 1681 r. Jechał sankami, gdy konie poniosły i rozbiły sanki o znajdującą się w pobliżu kościoła studnię. Został ciężko ranny i wkrótce zmarł.

Po kasacie Jezuitów

Papież Klemens XIV 31 sierpnia 1773 r. rozwiązał zakon jezuitów. Król pruski Fryderyk II zabronił w swoim państwie publikacji brewe (dekretu) papieskiego i jezuici wykonywali swoje funkcje nauczycielskie i proboszczowskie w Świdnicy jeszcze ponad 2 lata, aż do lutego 1776 r.
12 lutego 1776 r. jezuici świdniccy stali się księżmi diecezjalnymi podlegającymi władzy biskupa wrocławskiego. Ostatni rektor kolegium jezuickiego, Franciszek Burger, pozostał nadal proboszczem świdnickim. W 1778 r. musiał opuścić dawne kolegium, gdzie urządzono szpital wojskowy, i wraz z trzema wikariuszami zamieszkać przy dzisiejszej ul. Kotlarskiej. Zmarł tu w grudniu 1778 r. Rolę zajętego także na szpital kościoła parafialnego pełnił zastępczo kościół klasztorny Urszulanek.
Następcą ks. Burgera został ks. Antoni Hipper. W 1790 r. poświęcił on nowo założony mały cmentarz św. Mikołaja położony przy dzisiejszym placu Wojska Polskiego, który około 1970 r. zamieniono na park. Ks. Hipper zmarł w 1794 r. Po nim proboszczem świdnickim był ks. Józef Prillmayr zmarły w 1828 r.
Po kasacie zakonu jezuitów, patronat kościoła przeszedł w ręce tzw. "generalnej administracji szkół" reprezentującej państwo pruskie. Dekretem królewskim wszystkie kościoły, kolegia i inne budynki pojezuickie stały się własnością państwa. W części kolegium jezuickiego urządzono w 1802 r. zakład poprawczy (rodzaj więzienia dla mężczyzn). Pozostałą część gmachu przeznaczono na plebanię. W maju 1807 r. na plebanii i w zakładzie poprawczym urządzono przejściowo francuski szpital wojskowy, który istniał w czasie okupacji Świdnicy przez wojska napoleońskie.
W sierpniu 1829 r. proboszczem świdnickim został ks. Józef Graupe, któremu pomagało trzech wikariuszy. Jednym z nich był ks. Franciszek Goerlich, autor wydanej w 1830 r. historii świdnickiego kościoła parafialnego.
W latach 1835-1866 nie wolno było urządzać procesji Bożego Ciała do rynku miasta. Ponownie zabroniono tej procesji w 1870 r. Zezwolono na nią dopiero w r. 1881.
Za czasów ks. Graupego działał w Świdnicy niemiecko - katolicki Kościół Narodowy, do którego wstąpiło około 800 osób. Kościół ten założył odstępczy ks. katolicki z Grotkowa Jan Ronge. W ciągu 6 lat liczba wyznawców tego kościoła w Świdnicy zmalała do 157 osób.
W r. 1859 ks. Graupe sprowadził do Świdnicy siostry elżbietanki zajmujące się pielęgnowaniem chorych. Nabył dla nich dom przy dzisiejszej ul. Długiej 60. Później - od ok.1896 r. - prowadziły one szpital przy placu Kościelnym, a r. od 1929 - szpital przy dzisiejszej ul. Westerplatte.
W 1865 r. ks. proboszcz Graupe został przeniesiony na stanowisko archidiakona do Głogowa, gdzie zmarł w 1868 r.

W drugiej połowie XIX wieku.

Proboszczem świdnickim po księdzu Graupem został w 1865 r. ks. Hugo Simon. Był poprzednio kapelanem w pierwszym poznańskim pułku piechoty noszącym numer 18. W pułku tym służyli Polacy z Wielkopolski i z nimi ks. Simon porozumiewał się po polsku. Wraz ze swoim pułkiem szedł do szturmu na szańce pod Dueppel w 1864 r., w wojnie Prus i Austrii z Danią i zdobył duński sztandar pułkowy. Za ten bohaterski czyn został odznaczony wysokim orderem pruskim. Nie uchroniło go to od uwięzienia, kiedy w czasach kulturkampfu (walki Prus z Kościołem katolickim) naraził się władzom pruskim. Za wyniesienie Najświętszego Sakramentu z zamkniętego przez Prusaków kościoła, co zakwalifikowano jako "bezprawne wykonywanie uprawnień biskupich", został skazany w 1876 r. na 7 miesięcy więzienia, które odsiedział w Ząbkowicach Śląskich. Napisał wspomnienia więzienne. Odnowił kryptę pod prezbiterium i kaplicę św. Józefa, a w dawnej kaplicy św. Franciszka Ksawerego zbudował z części innych ołtarzy nowy ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego. Ołtarz ten istnieje do dziś. W latach 1893-96 kazał odnowić kościół, m.in. fasadę i wieżę.
Ks. Simon usiłował też stworzyć w Świdnicy stałą placówkę zakonu jezuitów. W tym celu nabył kościół Świętego Krzyża przy dzisiejszej ul. Westerplatte, w którym znajdowała się loża masońska, i przekazał go w r. 1867 jezuitom. W 1873 r. zostali oni przez władze pruskie usunięci ze Świdnicy. Usunięto stąd także zaangażowane przez ks. Simona celem prowadzenia sierocińca jadwiżanki, a także zasiedziałe w mieście od dawna urszulanki. Po przegranej kulturkampfu, od 1881 r. zezwolono znów na uliczną procesję Bożego Ciała i później na powrót wypędzonych ze Świdnicy sióstr zakonnych.
Jeszcze podczas oblężenia Świdnicy przez wojska napoleońskie, w 1807 r. pocisk artyleryjski rozbił jeden z dzwonów na wieży kościelnej. W r. 1839 sprawiono trzy nowe dzwony. Największy z nich pękł w 1865 r. i staraniem ks. Simona w 1869 r. kupiono duży dzwon o wadze 89 centnarów (około 405 kg) odlany w Bochum. Nazwano go "Concordia", co znaczy "Zgoda".
Ks. Hugo Simon zmarł w Austrii w drodze na kurację. Zwłoki jego sprowadzono do Świdnicy i pogrzebano w pobliżu zakrystii w kościele. Świadczy o tym łaciński napis na płycie piaskowcowej w posadzce, gdzie czytamy: "Proboszcz Hugo Simon, urodzony w Berlinie 27 czerwca 1828 r., zmarły w Wiedniu 22 lipca 1897 r., tutaj pogrzebany. Spoczął gdzie chciał."

W końcu XIX i w początkach XX wieku.

Proboszczem świdnickim po ks. Simonie został w 1898 r. ks. Florian Hoheisel. W Świdnicy było wtedy około 9 tysięcy katolików, co stanowiło prawie 38% ludności miasta. Rozpoczął on renowację wnętrza kościoła przeprowadzaną pod nadzorem wrocławskiego artysty malarza Josefa Langera. Wtedy to odnowiono polichromię nawy głównej, pochodzącą jeszcze z czasów jezuickich, z 1739 r. Na nowo wykonano polichromię naw bocznych i kaplic. Oczyszczono też i odnowiono ołtarze oraz obrazy, co wykonał artysta malarz z Wrocławia Baecker. Renowacja kościoła kosztowała pół miliona marek w złocie. Sfinansował ją rząd pruski jako patron kościoła, biskup wrocławski i parafianie.
Ksiądz Hoheisel był także posłem do pruskiego parlamentu krajowego. Założył w parafii stowarzyszenie męskiej i żeńskiej młodzieży katolickiej, a także związek kupców katolickich. Już w 1852 r. powstał w Świdnicy katolicki związek czeladników.
Ks. Hoheisel zmarł w 1908 r., kiedy renowacja kościoła była prawie zakończona. Jego następcą został ks. Paul Jende. 5 lipca 1909 r. uroczyście poświęcono odremontowany kościół. Z tej okazji artysta malarz Josef Langer wydał broszurę o zabytkach kościoła.
Ks. Jende zbudował kaplicę cmentarną stojącą do dziś na cmentarzu przy alei Brzozowej. W jej ścianę wmurowana jest tablica epitafijna poświęcona ks. Jendemu. Została ona przez wandali rozbita, a potem odnowiona krótko przed opuszczeniem Świdnicy przez ks. proboszcza Ludwika Sosnowskiego.
W okresie duszpasterzowania ks. Jendego, w 1912 r. odnowiono wiszący na plebani cenny obraz Michała Willmanna, przedstawiający Chrystusa karmionego przez aniołów. Obraz ten potem uważano za zaginiony, aż dopiero w 1968 r. został on na nowo odkryty. W 1916 r. powstał także i w Świdnicy oddział stowarzyszenia Caritas. W 1917 r. zabrano dwa dzwony kościelne celem przetopienia ich na cele zbrojeniowe.
Ks. proboszcz Paul Jende zmarł w wieku 59 lat jesienią 1918 r. Przez kilka miesięcy parafią administrował wikariusz ks. Ferdinand von Prondzynski. W sierpniu 1919 r. proboszczem został ks. Josef Majunke.
Lata po pierwszej wojnie światowej przyniosły ożywienie działalności politycznej i stowarzyszeniowej. W Świdnicy powstał oddział katolickiego związku kobiet i partii centrum. Były wikariusz świdnicki, ks. dr Waldemar Otte, poseł do parlamentu niemieckiego, powrócił w 1921 r. do Świdnicy, gdzie do 1924 r. był dyrektorem nowo założonego wydawnictwa "Bergland-Verlag". Posiadało ono gmach przy ul. Żeromskiego, w którym dziś mieści się czytelnia Biblioteki Miejskiej i apteka. Wydawano tu gazetę codzienną "Mittelschlęsische Zeitung" zwalczającą zarówno komunistów, jak i liberałów oraz narodowych socjalistów (hitlerowców). Wychodziła ona od 1919 do 1935 r., kiedy to została przez hitlerowców zlikwidowana.
W 1922 r., z okazji jubileuszu 25-lecia kapłaństwa ks. Majunkego, wydano w Świdnicy króciutki przewodnik po kościele napisany przez ks. wikariusza Josefa Bleischa oraz rysunek kościoła świdnickiego wykonany także przez wikariusza ks. Johanna Gulitza.
Ks. Majunke był człowiekiem bardzo towarzyskim, nie stroniącym od odwiedzania restauracji. Nie podobało się to niektórym parafianom i wymogli oni jego rezygnację ze stanowiska świdnickiego proboszcza. "Na własną prośbę" został przeniesiony do parafii Piekary w ówczesnym powiecie strzegomskim, gdzie zmarł w 1934 r. wxxw.

W XX wieku.

Po rezygnacji ks. Majunkego, tymczasowym administratorem jarafii został wikariusz ks. Johann Gulitz. Od kwietnia 1924 r. proboszczem świdnickim był dr teologii ks. Georg Schmidt. Wystarał się o odnowienie gotyckiego ołtarza Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny znajdującego się do dziś na Chórze Mieszczan. Sprawił dwa nowe dzwony w miejsce zabranych w czasie pierwszej wojny światowej. Poszerzył cmentarz parafialny przy alei Brzozowej. Nabył na dom parafialny dawny szpital sióstr elżbietanek przy pl. Kościelnym. U rzeźbiarza Adolfa Thamma w Nysie zamówił wspaniałe figury szopki bożonarodzeniowej, używane do dziś. Za jego staraniem założono w Świdnicy stowarzyszenie matek katolickich oraz katolicki związek urzędników. Ks. Schmidt zakupił też plac sportowy dla młodzieży katolickiej. W1929 r. został radnym miejskim i był nim do r. 1933.
Po objęciu władzy przez hitlerowców, zabroniono działalności organizacjom katolickim i prześladowano młodzież katolicką. Doszło nawet do tego, że w niedzielę na placu przed kościołem legitymowano młodych katolików wychodzących po nabożeństwie z kościoła. Ks. proboszcz Schmidt spoliczkował wtedy funkcjonariusza młodzieży hitlerowskiej i przepędził go poza teren kościelny.
Już wcześniej, bo w 1930 r., doszło do protestów "bojowych" ewangelików, kiedy rada miejska wybrała katolika zastępcą burmistrza. Protesty te zmusiły legalnie wybranego zastępcę do rezygnacji ze stanowiska.
Po zgonie ks. proboszcza Schmidta, od lutego 1941 r. parafią administrował ks. Alfred Schulz, kapelan urszulanek. Dopiero w grudniu 1942 r. parafię mógł objąć mianowany proboszczem były ojciec duchowny seminarium wrocławskiego, ks. Erich Puzik. Pochodził z Gliwic, a jeszcze jego rodzice znali język polski. Starał się organizować nabożeństwa dla Polaków przebywających w Świdnicy jako robotnicy przymusowi. Po ewakuacji Świdnicy, w lutym 1945 r. pozostał na posterunku. 8 maja 1945 r. w chwili wkraczania do miasta oddziałów Armii Czerwonej, stał na placu Kościelnym i wkrótce nawiązał kontaktz radzieckim komendantem wojennym. Wyjednał u niego zwrot skonfiskowanego przez hitlerowców w 1941 r. klasztoru Urszulanek i zezwolenie na powrót zakonnic. Odbudował zniszczone sowiecką bombą lotniczą drugie piętro plebani. Wznowił działalność niemieckiego stowarzyszenia męskiej i żeńskiej młodzieży katolickiej i opiekował się przebywającą w Świdnicy ludnością niemiecką. Prowadził niemieckojęzyczną parafię katolicką, istniejącą obok powstającej parani polskiej, mając do pomocy dwóch wikariuszy. 14 listopada 1946 r. został wysiedlony, a obowiązki jego sprawował aż do wysiedlenia w dniu 30 kwietnia 1947 r. jego wikariusz ks. Norbert Wenzel.
W Niemczech utrzymywał ks. Puzik kontakt ze swoimi rozproszonymi parafianami. Otrzymał doktorat honorowy teologii, był ojcem duchownym i regensem (przełożonym domu studenckiego) w seminarium duchownym, a także proboszczem prokatedry w Goerlitz. Zmarł tamże w 1993 r.

W pierwszych latach powojennych

Od czerwca 1945 r. do Świdnicy napływało coraz więcej polskich osiedleńców, najpierw z Polski centralnej, a później i z Kresów Wschodnich przedwojennej Rzeczpospolitej. Początkowo zmuszeni oni byli korzystać z duszpasterskiej posługi niemieckiego proboszcza ks. Ericha Puzika i jego dwóch wikariuszy. Już w lecie 1945 r. był w Świdnicy także i polski kapłan, ks. Franciszek Łojek z diecezji częstochowskiej. Obsługiwał i pobliskie parafie wiejskie, w których osiedlali się Polacy.
Pewna stabilizacja nastąpiła od 5 stycznia 1946 r. kiedy to administratorem parafii został ks. prałat Stanisław Marchewka. Mianował go ówczesny administrator apostolski dla Dolnego Śląska ks. dr Karol Milik. Ks. Łojek został na krótko administratorem parafii Pszenno i po kilku miesiącach wyprowadził się na Pomorze.
Ks. Marchewka zabrał się energicznie do pracy. Zorganizował rekolekcje wielkopostne dla wiernych, którzy według jego słów "głównie byli zajęci sprawami doczesnymi, zajmowaniem domów, sklepów, gospodarstw i innych warsztatów pracy, a za mało myśleli o rzeczach duchowych". Głosił patriotyczne kazania i często dyżurował w konfesjonale. Zwalczał pijaństwo i nieślubne związki małżeńskie. Zorganizował w parafii Bractwo Różańcowe, Sodalicję Mariańską, Apostolstwo Modlitwy i Towarzystwo Dobroczynności Caritas. W lecie 1946 r. odbywało się poświęcanie różanych instytucji i obiektów świdnickich Niepokalanemu Sercu Marii. Ks. Marchewka poświęcił sąd, fabryki, stadion sportowy, szkoły, sklepy itp.
W dzień odpustu parafialnego, w święto św. Stanisława biskupa męczennika w 1946 r., przybył do Świdnicy ks. dr Karol Milik, witany entuzjastycznie przez wiernych widzących w nim polskiego biskupa. Mianował wtedy ks. Marchewkę dziekanem. Ponownie wizytował parafię w czerwcu 1950 r.
Ks. Marchewka starał się też usunąć szkody, jakie powstały w kościele w czasie działań wojennych, m.in. kazał naprawić witraże i dach. Z Witoszowa sprowadził zabezpieczony tam świdnicki ołtarz Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny.
Działalność ks. Marchewki przyniosła owoce w postaci ożywienia życia religijnego w Świdnicy. Nie podobało się to ówczesnym władzom Polski Ludowej. Wkrótce po sprowadzeniu w dniu 3 maja 1947 r. do kościoła obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z orłem w koronie i sylwetkami m.in. katedry wileńskiej i lwowskiej (namalowanego w nieco cukierkowych barwach przez częstochowskiego malarza Rutkowskiego), 17 lipca 1947 r. ks. Marchewka został aresztowany. Zarzucano mu przynależność do organizacji podziemnej i działalność antypaństwową. Obowiązki proboszcza parafii pw. świętych Stanisława i Wacława pełnił w tym czasie ks. kanonik Józef Rzeczkowski, administrator utworzonej 22 października 1946 r. drugiej parafii świdnickiej powstałej przy kościele poklasztornym pw. św. Józefa. Od lutego do lipca 1948 r. parafią ks. Marchewki zarządzał ks. Teofil Jabłoński.
Po dziesięciomiesięcznym pobycie w więzieniu przy ul. Rakowieckiej i potem przy ul. Mokotowskiej w Warszawie, ks. Marchewka został 25 maja 1948 r. zwolniony i powrócił tryumfalnie do Świdnicy.
W 1949 r. zorganizował misje parafialne, którymi kierował redemptorysta ks. Marian Pirożyński, pisarz i publicysta katolicki, później dwukrotnie więziony, znany głównie z polemiki z Boyem-Żeleńskim.
Jesienią 1949 r. aresztowano kościelnego i skazano na 9 miesięcy więzienia. W nocy z 22 na 23 lutego 1951 r. spłonął częściowo dach plebani, ponieważ zaprószono ogień w sąsiadującym z nią internacie. Ówczesny Zarząd Miejski pomógł w naprawie dachu, a nawet przydzielił parafii około 2 ha ziemi na poszerzenie cmentarza grzebalnego.
Po usunięciu administratora apostolskiego ks. dr. Karola Milika, dekretem jego następcy wikariusza kapitulnego ks. Kazimierza Lagosza, 19 czerwca 1951 r. ks. Marchewka został odwołany ze stanowiska proboszcza i mianowany wikariuszem substytutem. Nowym proboszczem nominalnym mianowano ks. mgr Józefa Kubicę, który przebywał we Wrocławiu. Po śmierci ks. Kubicy, od 12 marca 1952 r. administrację parafii pw. świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy objął ks. Stefan Helowicz, kapłan wyświęcony we Lwowie w 1937 r.
W 1952 r. zabroniono odbywania procesji Bożego Ciała po ulicach i rynku miasta.
W lecie 1952 r. komisja kurialna prowadziła śledztwo przeciwko ks. Marchewce w oparciu o zarzuty, jakie stawiali niektórzy parafianie. W tym czasie wikariuszem świdnickim był ks. Stanisław Nowak. Przedtem ks. Marchewce pomagał prefekt ks. Tadeusz Łącki oraz przez pewien czas wikariusz ks. Ginter Ćwieczek.
Ks. Stanisław Marchewka mieszkał jeszcze na plebani do 4 grudnia 1952 r. Potem udał się do swego brata, byłego redaktora częstochowskiego tygodnika katolickiego "Niedziela", ks. dr. Antoniego Marchewki. Zmarł w Częstochowie 17 grudnia 1960 r. przeżywszy 77 lat. Pochowany został w Jędrzejowie, gdzie przed drugą wojną światową był proboszczem.

W latach 1953-1995

Za rządów ks. Stefana Helowicza nadeszło pismo kurii wrocławskiej podpisane przez wikariusza kapitulnego ks. Jana Piskorza nakazujące usunięcie z kościoła sprawionego w 1947 r. przez ks. Marchewkę obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Obraz ten na przedwiośniu 1949 r. kazał ks. Marchewka wbudować w nadstawę ołtarza św. Ignacego Loyoli. Nakaz kurii został wykonany i przez około dwa lata obraz był ukryty. Później zezwolono na jego ukazanie, pod warunkiem że widoczne u dołu obrazu orzeł w koronie i wizerunki m.in. kościołów wileńskich i lwowskich, zasłoni się purpurową tkaniną. Te symbole Polski przedwojennej zakryte były prawdopodobnie aż do 1956 r. Wrocławskie władze duchowne postanowiły też zabrać do Wrocławia zabytkowy ołtarz Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny z 1492 r. stojący na Chórze Mieszczan i zapasowe dwunasto-głosowe organy wykonane przed 1945 r. pierwotnie dla kaplicy sióstr elżbietanek w Kraszowicach, a znalezione przez ks. Marchewkę w świdnickiej fabryce organów. Zaborowi przeciwstawił się ks. Helowicz. Nie ciesząc się przychylnością kurii, m.in. z powodu swego niechętnego stanowiska wobec ruchu "księży patriotów", z dniem 10 sierpnia 1954 r. został ze Świdnicy odwołany.
Ks. Helowicz zatrudnił kościelnego Stanisława Psiuka, zwanego popularnie "panem Stanisławem", który odtąd pracował w kościele przez 43 lata.
Następcą ks. Helowicza został niejaki Czesław Jankowski. Nie posiadał żadnego wykształcenia teologicznego ani święceń kapłańskich. Przedstawił się w kurii wrocławskiej jako kapłan wyświęcony w Rumunii. Znalazł łatwowiernych protektorów, którzy mu uwierzyli i najpierw został mianowany proboszczem w Sobótce-Górce. Po ks. Helowiczu objął parafię świdnicką i został nawet dziekanem i kanonikiem. Podobno cieszył się poparciem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Z zawodu miał być podrzędnym aktorem jakiegoś kabaretu warszawskiego, toteż w czynnościach liturgicznych przejawiał wiele pozy teatralnej.
W lipcu 1955 r. prawdopodobnie jakiś warszawiak rozpoznał charakterystyczną twarz Jankowskiego w roli księdza, doniósł o tym kurii i pan Czesław został zwolniony z odgrywanej podobno nawet dosyć udolnie, roli duchownego.
Według innej wersji, Jankowski został zadenuncjowany w kurii o braku święceń kapłańskich przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, ponieważ wbrew zakazowi urządził procesję Bożego Ciała po mieście. Wszystkie udzielone przez niego chrzty i śluby uznano zgodnie z prawem kanonicznym za ważne. Nakazano natomiast powtórzenie spowiedzi, ponieważ rozgrzeszenia nie miały znaczenia sakramentalnego.
Po Jankowskim administratorem parafii był od lipca 1955 r. ks. Wilhelm Boczek. W 1956 r. zgodził się na wywiezienie do katedry we Wrocławiu ołtarza z 1492 r. oraz zapasowych dwunastogłosowych organów. Był przychylnie nastawiony do ruchu "księży patriotów". Wprowadził kult Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, której obraz znajduje się do dziś w kościele.
Po odwołaniu ze stanowiska administratora apostolskiego ks. Lagosza, z dniem 10 marca 1957 r. ks. Boczek został zarządcą parafii Śmiałowice. Parafią kościoła pw. świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy administrował tymczasowo ks. Stanisław Gondek, a w sierpniu i wrześniu 1957 r. - ks. Józef Pazdur, dziś biskup pomocniczy wrocławski.
2 października 1957 r. proboszczem został ks. Dionizy Baran, wyświęcony w 1939 r. w Łucku na Wołyniu. Cieszył się ogromnym szacunkiem i był dobrym gospodarzem olbrzymiej parafii liczącej w 1995 r. 26900 osób. Wygłaszał piękne kazania pełne cytatów z polskich wieszczów narodowych, przemawiające do uczuć i umysłu słuchaczy. Dokonał szeregu remontów kościoła i konserwacji zgromadzonych w nim zabytków. M.in. naprawiano dachy, odmalowano kaplice, konserwowano ołtarz główny i obraz Matki Boskiej Świdnickiej. Zabytkowy ołtarz Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny sprowadzono z powrotem z Wrocławia. Zwietrzałą piaskowcową posadzkę kościoła zastąpiono granitową. Liczne rzesze młodzieży uczyły się religii w salach katechetycznych bo w 1959 r. religia została znów usunięta ze szkół. W1981 r. powstał przy parafii Klub Inteligencji Katolickiej, początkowo jako oddział Klubu wałbrzyskiego. W tym czasie z inicjatywy ks. proboszcza Gerarda Michela z parafii Bożego Ciała w Bochum zostały nawiązane kontakty partnerskie z tutejszą parafią. W czasie stanu wojennego komitet parafialny zajmował się rozdawnictwem darów nadchodzących z zagranicy i otaczał opieką osoby prześladowane.
Długoletnim, sumiennym pracownikiem kancelarii parafialnej był w czasach ks. Barana i jego następcy Albin Tracz, teolog z wykształcenia, zmarły w 1995 r. Organistą był Adam Malinowski, a później mgr Jan Adamowicz. Oprócz dziekana ks. prałata Barana w parafii duszpasterzowało jeszcze 6 wikariuszy.
Szczególne nabożeństwo miał ks. prałat do Matki Boskiej Świdnickiej, której kult, zanikły w XVIII w., ponownie ożywił. W kościele często śpiewano pieśń do Niej ułożoną przez ks. Barana i organistę Malinowskiego, pełną akcentów nawiązujących do piastowskiej przeszłości Świdnicy.
W miarę upływu lat pogarszał się stan zdrowia ks. Barana. Na jego prośbę w 1983 r. nowym proboszczem świdnickim mianowano ks. Ludwika Sosnowskiego, poprzednio proboszcza w Madejowej pod Jelenią Górą. Kontynuował konserwację kościoła remontując m.in. dachy, wieżę, plebanię, a zwłaszcza cenną polichromię i ołtarz kaplicy Matki Boskiej Świdnickiej, co pochłonęło olbrzymie sumy. Powołał dwunastoosobową Społeczną Radę Konserwacji i Renowacji Kościoła. Za jego czasów wydano pierwszy polski szczegółowy przewodnik po kościele, który miał dwa wydania. Zaczął się też ukazywać parafialny miesięcznik "Wiadomości Katolickie Ziemi Świdnickiej" przekształcony później w "Hosannę".
Ks. prałat Dionizy Baran mieszkał na plebani i w następstwie ciężkiej choroby coraz bardziej tracił sprawność umysłową. Otoczony był troskliwą opieką ks. Sosnowskiego i jego domowników. Zmarł 26 stycznia 1995 r. w wieku 81 lat. Wtedy uznano, że ks. dziekan kanonik Ludwik Sosnowski spełnił w Świdnicy swoją rolę. Przeniesiono go do parafii Miękinia. Nowym proboszczem świdnickim został z dniem 25 czerwca 1995 r. ks. kanonik Jan Bagiński, dotychczas proboszcz w Wiązowie.

Edmund Nawrocki
rozdział z książki "Z dziejów Świdnicy"

23 kwietnia 2017 - Ilony, Jerzego, Wojciecha