"Noc Kryształowa" i pogrom Żydów w Świdnicy

W Trzeciej Rzeszy Niemieckiej, w nocy z 9 na 10 listopada 1938 r. hitlerowcy zorganizowali masowe zajścia antysemickie. Spłonęło wówczas 281 synagog i zniszczono około 7500 sklepów żydowskich. Zalegające ulice szkło z rozbitych okien wystawowych, przypominające rozbity kryształ, dało początek nazwania owej nocy "nocą kryształową" (Kristallnacht).
Dziś już tylko fragmentarycznie możemy odtworzyć wydarzenia tragicznej "nocy kryształowej" w Świdnicy i jej następstwa, które doprowadziły do spalenia wzniesionej w r. 1877 synagogi, do aresztowania Żydów, splądrowania ich sklepów i zbezczeszczenia położonego na północnowschodnim krańcu miasta cmentarza żydowskiego.
Dzień 9 listopada partia hitlerowska obchodziła jako dzień pamięci po poległych uczestnikach ruchu hitlerowskiego, szczególnie tych szesnastu, którzy 9 listopada 1923 r. maszerując wraz z Hitlerem ulicami Monachium podczas próby zamachu stanu, padli od kul policji. W Świdnicy czczono szczególnie pamięć dowódcy grupy SA Franza Beckera, który 19 lutego 1932 r. w Żarowie został zastrzelony podczas bójki między SA a antyhitlerowską organizacją Reichsbanner. Uczyniono z niego bohatera na miarę Horsta Wessla, nadano jego imię grupie SA i grupie partyjnej, jego imieniem w maju 1933 r. nazwano dzisiejszą ulicę Pionierów. 9 listopada 1934 r. u zbiegu dzisiejszych ulic Pionierów, Wałbrzyskiej i Traugutta, w pobliżu skwerku gdzie niedawno stał krzyż "pokutny", wzniesiono ku czci Beckera głaz pamiątkowy. Przy tym kamieniu, a także przy innych pomnikach w mieście, jak np. przy pomniku garnizonowym i pomniku Richthofena zaciągnięto przed południem 9 listopada warty honorowe i składano wieńce.
Podobne uroczystości odbyły się w Żarowie i przy grobie Bekkera na cmentarzu w Pszennie, gdzie ponadto wieczorem odbyła się akademia żałobna ze sztandarami i pochodniami, co wytworzyło specjalny nastrój.
Tego samego dnia o godz. 21.00 w budynku przy dzisiejszej ulicy Księżnej Agnieszki, gdzie teraz mieści się Dom Kultury FAP "Pafal" S.A., urządzono wielki wiec partii hitlerowskiej, na który przybyły podporządkowane partii organizacje oraz przedstawiciele wojska. Wiece odbywały się według stosowanego wtedy rytuału: wprowadzenie pocztów sztandarowych, skandowanie haseł, odśpiewanie pieśni, przemówienie powiatowego kierownika partii, ślubowania.
Następnie w przepełnionym teatrze w rynku odbyło się galowe przedstawienie dla zaproszonych gości.
O póąnej porze musiała dotrzeć do Świdnicy wiadomość o zamordowaniu w Paryżu radcy ambasady niemieckiej Ernsta vom Ratha, którego zastrzelił Żyd Herszel Grynszpan. Jednocześnie dotarły też, zapewne z okręgowego kierownictwa partii, instrukcje jak zorganizować "spontaniczne wystąpienie ludu" przeciwko Żydom.
O północy w całym państwie zebrała się tradycyjnie SS celem zaprzysiężenia swych nowych członków. Świdnicka SS zebrała się w salach ratusza.
Jak przebiegały wydarzenia w czwartek 10 listopada w dniu pogromu Żydów?
Doniesienia gazet codziennych są zwięzłe, różniące się w szczegółach. Oficjalny organ partii hitlerowskiej, wydawana w Wałbrzychu (także w mutacji świdnickiej) "Mittelschlesische Gebirgszeitung" pisał tryumfalnie o "sprawiedliwym odwecie za morderstwo w Paryżu". Według sprawozdania tej gazety, już w godzinach wieczornych 9 listopada na wieść o zamordowaniu vom Ratha utworzyły się spontanicznie na rynku i ulicach świdnickich burzliwie dyskutujące grupy obywateli. "W ciągu nocy w różnych punktach miasta doszło do otwartych demonstracji, które w końcu doprowadziły do tego, że spalono synagogę. Ponadto w całym mieście wybito szyby wystawowe sklepów żydowskich."
Natomiast tradycyjnie konserwatywny dziennik świdnicki "Taegliche Rundschau" nie odważył się pisać o podpaleniu, wyczekując zapewne dyrektyw władz. Pisał więc: "Krótko po godzinie ósmej w synagodze wybuchł pożar. Płomienie zniszczyły wnętrze, a następnie przerzuciły się na więźbę dachową, która wraz z małą wieżyczką runęła. Straż pożarna dbała o ochronę okolicy pożaru."
Wymieniona gazeta doniosła też o zamknięciu sklepów przy rynku i przy dzisiejszej ulicy Pułaskiego. Podała ponadto o aresztowaniu Żydów, ale w formie przeinaczającej prawdę pisząc: "Ponieważ w godzinach popołudniowych wzburzenie ludności znacznie wzrosło, żydowskich mieszkańców, o ile ich można było odnaleźć, uwięziono, aby im zapewnić bezpieczeństwo."
W rzeczywistości w Świdnicy nie było wtedy wcale "oburzenia obywateli", skierowanego przeciw mieszkańcom żydowskim. Jedynie nieliczni myśleli zgodnie z oficjalną linią partii o "sprawiedliwym odwecie", a chyba jeszcze mniej liczni cieszyli się z "ukarania" Żydów. Oczywiście istnieli sprawcy w postaci esamanów i esesmanów, którzy włamali się do synagogi, wylali w niej wiele kanistrów benzyny i podpalili ją. Był także powiatowy instruktor sportu, który wraz z hordą jemu podobnych obalał nagrobki na żydowskim cmentarzu i rozdeptywał tam groby.
Większość mieszkańców miasta była raczej przygnębiona, ale starannie unikała słów wszelkiej krytyki, za którą groziło wtedy uwięzienie w obozie koncentracyjnym.
Do nielicznych, którzy oficjalnie wypowiedzieli się w tamtym czasie, należał (według opublikowanych wspomnień własnych) pastor przy ewangelickim Kościele Pokoju Johannes Schulz. Pisze co następuje: W niedzielę 13 listopada 1938 r. odprawiałem nabożeństwo. Przez kilka dni, nawet jeszcze w niedzielny poranek, wahałem się, czy w kazaniu ustosunkować się do ówczesnych wydarzeń. Dopiero kiedy stanąłem na ambonie, uświadomiłem sobie, że cokolwiek by się stało, nie wolno mi milczeć. Rozwijałem wątek Ewangelii Łukasza, rozdział 9 wiersz 57: "A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: "Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!" Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć." Mówiąc o dalszych wierszach tej Ewangelii wspomniałem, że Jezus żąda od nas jasnego wyboru i cytowałem Jego słowa: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego."
W wypełnionym kościele panowała cisza. Zaraz po nabożeństwie powiedział do mnie jeden z członków rady parafialnej: "Panie pastorze, jeżeli w związku z dzisiejszym kazaniem miałby pan mieć przykrości, to chcę pana zawiadomić, że pewien mój znajomy, członek katolickiej rady parafialnej opowiedział mi, że gdy przechodził obok płonącej synagogi, pewien esaman zawołał za nim: Wy będziecie następnymi!"

Wezwano mnie na policję. Przyjął mnie znajomy policjant, tym razem bardzo dla mnie niełaskawy. Przeczytał mi donos, w którym jeden ze słuchaczy mojego kazania wyrażał swoje oburzenie z powodu tego, co powiedziałem. Rozpoczęło się wielogodzinne przesłuchanie. Spisano protokół. Zgodziłem się podpisać go dopiero wtedy, gdy umieszczono w nim zasłyszaną wypowiedź esamana. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że muszę być na wszystko przygotowany. Ale byłem spokojniejszy niż w poprzednim tygodniu. I doprawdy, nic się nie stało. Tylko moje nabożeństwo regularnie kontrolowała Służba Bezpieczeństwa. Także znany mi osobiście prokurator regularnie przychodził do kościoła. Ale oszczędzono mi kłopotów."
Były świdnicki nadprokurator dr W. dopiero rano 10 listopada, gdy przybył do sądu, dowiedział się, że spłonęła synagoga. Z pomieszczeń sądu widział dymiące zgliszcza i tlący się ogień. Podejrzewał podpalenie, zatelefonował więc do okręgowego prokuratora we Wrocławiu z doniesieniem, że chce podjąć śledztwo. Zabroniono mu jednak wyraąnie czynności śledczych.
Wzmiankuje też, że esesmani znieważyli czynnie pewnego aptekarza na rynku, gdy tenże potępiał prześladowanie Żydów. Napadnięty zrezygnował z donosu do władz, bo taki donos byłby mu jedynie zaszkodził.
Różne były reakcje nauczycieli, wspominane do dziś przez uczniów. Mówi się o kamiennych twarzach, wielkim zdenerwowaniu, stanowczym odsuwaniu się nauczycieli od kolegi nazisty, gdy radośnie zachęcał do oglądania pogorzeliska synagogi. Niektóre klasy zostały rzeczywiście tam przyprowadzone przez nauczycieli.
Uczennice szkoły przy dzisiejszym placu Wojska Polskiego nie miały w owym dniu prawie żadnej nauki. Straż pożarna polewała ich szkołę, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia, którego jednak nie gasiła. Kierownik tej szkoły kazał następnego dnia napisać uczniom wypracowanie na temat: "Oko za oko, ząb za ząb..."
Pewna jedenastoletnia uczennica szkoły mieszczącej się w gmachu obecnego II Liceum Ogólnokształcącego poszła z koleżankami do miasta, ponieważ jej szkoła była nieczynna. Wspomina: "Na rynku widziałyśmy odłamki szkła leżące na bruku. Nie wiedziałam, że mieliśmy wtedy tak wiele żydowskich sklepów. W oknach wystawowych wszystko było porozrzucane, częściowo wykradzione, częściowo poniszczone. Z pewnego sklepu wybiegł wysoki, chudy Żyd o przerażonym wyrazie twarzy. Jedna z koleżanek szepnęła: "To Laufer. Znam go. Idźmy zobaczyć, dokąd spieszy." Pobiegł do synagogi. Nieprzejrzany tłum ludzi stał przed nią. Milczał. A z prostokątnych okien wydobywał się dym.
Często przechodziłam obok żydowskiej świątyni. Wtedy zawsze odczuwałam nieco strachu, że ktoś stamtąd wybiegnie, chwyci mnie i wciągnie do środka. Na tym moja fantazja się kończyła. Gdy chciałam sobie wyobrazić, co by mnie tam mogło spotkać, odczuwałam przerażenie i lęk przed czymś obcym, strasznym. A teraz synagoga płonęła, podpalona przez naszych dzielnych esamanów, a ja nie musiałam się więcej bać. Świątynia była odczarowana i pozbawiona mocy wzbudzania lęku. Dobrze, że się tak stało - powiedziałam głośno. Dzieci potrafią być okrutne i ja także byłam okrutna". (Ethel Koerting "Die Hakenkreuzbonbons. Eine private Chronik", Stuttgart 1974).
Wiemy na pewno, że oprócz sklepu Pinkusa Laufra zniszczono także sklepy galanterii Gallewskiego (Eryka Kohna) i znajdujący się przy rynku sklep wódczany Emila Laąueura. Zniszczonych sklepów było chyba więcej.
W r. 1938 mieszkało w Świdnicy już tylko 47 Żydów, podczas gdy w roku 1925 było ich tu 130, w r. 1933 - 114, w r. 1937 - 49. Nie można ustalić, ilu Żydów aresztowano 10 listopada 1938 r. Na pewno należał do nich lubiany lekarz świdnicki dr Martin Adamkiewicz, syn radcy sądowego doktora Hugo Adamkiewicza, mieszkający przy dzisiejszej alei Niepodległości pod ówczesnym numerem 12. Lekarz ten podczas pierwszej wojny światowej odznaczony został krzyżem żelaznym pierwszej klasy. Opowiadano, że przy swoim aresztowaniu przypiął sobie ten krzyż do piersi i powiedział do aresztujących go: "Idźmy więc, panowie!"
Wielu Żydów zaprowadzono na posterunek policji przy dzisiejszej ulicy Zamkowej. Tam każdy z aresztowanych dostawał przymusowo łyżkę oleju rycynowego. Zamknięto ich potem w pomieszczeniu z wiadrem pośrodku. Przetrzymano ich w zamknięciu 12 godzin. Czy tak, jak w innych miastach Rzeszy, wywieziono ich potem do obozów koncentracyjnych, nie wiemy. Z takich miast śląskich jak Wrocław, Legnica, Bolesławiec, Prudnik, Bierutów, Trzebnica - posłano mężczyzn do obozów: Buchenwald, Oranienburg, Sachsenhausen i Dachau.
Gdy patrole SA zauważyły, że jakieś mieszkanie żydowskie jest opuszczone, niszczyły je podobnie jak sklepy. Pewna była mieszkanka Świdnicy opisuje, w jakim stanie zastała swoje mieszkanie po powrocie z Berlina, gdzie w konsulacie Stanów Zjednoczonych starała się o wizę emigracyjną do Ameryki: "Nasze mieszkanie, dziesiąciopokojowa willa, tak wtedy wyglądało: Wszystkie meble były poniszczone, rozbite kolbami karabinów. Drzwi były wyłamane, około 5 dywanów, w tym 3 perskie, pocięto na kawałki. Podobnie postąpiono z trzema cennymi obrazami olejnymi. Miśnieńską porcelaną, bardzo cenne wazy i figurki, rozbijano o bufet. W nim potłuczono trzy serwisy porcelanowe. W sypialni rozcięto pościel. Zniszczono także zupełnie nową bielizną, kupioną z myślą o emigracji. Zerwano tapety. Częściowo poniszczono pokój dziecięcy i pokój gościnny. Rozbito marmurowy blat umywalki, lustro i wanną kąpielową.
Mojemu aryjskiemu adwokatowi, doktorowi Friedrichowi Geislerowi, który oglądał szkody i wyraził się o tym krytycznie, zagrożono aresztowaniem. Zrezygnował z moich pełnomocnictw."

Ruiny synagogi zostały rozebrane na przełomie r. 1938/39. Nagrobków z żydowskiego cmentarza użyto w latach 1941/42 do brukowania.
W r. 1939 w Świdnicy żyło już tylko 25 Żydów. Starali się o to, by chociaż ich dzieci mogły opuścić państwo Hitlera. Większość udawała się do USA, niektórzy nawet drogą okrężną przez Szanghaj. Dr Adamkiewicz dotarł do Chile, gdzie musiał nostryfikować swój dyplom, zdając wszystkie egzaminy lekarskie w języku hiszpańskim. Po wojnie niektórzy ze świdnickich Żydów osiedlili się w Izraelu.
Kilku starych Żydów usiłowało pozostać w Świdnicy. Należał do nich między innymi Emil Laąueur, uczestnik pierwszej wojny światowej, który zmarł w 1940 r. w Świdnicy na zawał serca. Jego żona zginęła na Majdanku.
W r. 1940 i 1941 garstkę żyjących jeszcze w Świdnicy Żydów umieszczono w tzw. "domu żydowskim" należącym do Ericha Kohna, w Rynku pod ówczesnym numerem 27. Stworzono tam rodzaj getta, co przygotowano zarządzeniem z 22 sierpnia 1939 r. o wprowadzeniu obowiązku zgłaszania pomieszczeń wydzierżawianych i użytkowanych przez Żydów. Nakładało ono na aryjskich właścicieli domów obowiązek zgłaszania, że wydzierżawili Żydom mieszkanie. Żydowscy właściciele domów zobowiązani byli zgłosić zajmowane przez siebie mieszkania, mieszkania nie zajęte oraz wynajmowane aryjczykom. Zarządzenie to podpisał nadburmistrz Świdnicy przypominając zarazem, że za Żyda uważa się nawet tego, kogo choćby dziadek był Żydem.
W sądowym rejestrze stowarzyszeń pod numerem 128 wpisano 30 paądziernika 1940 r. jako Żydowski Związek Kulturalny gminę żydowską w Świdnicy. Jej przewodniczącym był Erich Kohn urodzony 22 czerwca 1874 r. Po raz ostatni Związek został wzmiankowany w Świdnicy pod datą 21 września 1941 r.
Jedna z relacji podaje, że wszystkich Żydów z terenu Śląska zgromadzono w obozie przejściowym we Wrocławiu i stamtąd wywieziono do obozów zagłady. Błędna zdaje się być wiadomość, że w r. 1943 w nędzy żyli jeszcze w Świdnicy niektórzy bardzo starzy Żydzi.
Jedynym świdnickim Żydem, jaki na miejscu spędził drugą wojnę światową, był lekarz Ernst Meyer. Żonaty z aryjką, córką pastora, był wyznania ewangelickiego. W wieku 82 lat, w lutym 1945 r. wyjechał ze Świdnicy. Zmarł w Berlinie w 1946 r.

Horst Adler, Ratyzbona
z języka niemieckiego przełożył i uzupełnił Edmund Nawrocki - rozdział z książki "Z dziejów Świdnicy"

27 lipca 2017 - Aureliusza, Natalii, Rudolfa