Koniec wojny w Świdnicy

W pierwszej dekadzie maja 1945 roku radzieckie siły zbrojne po rozbiciu wojsk berlińskiego zgrupowania i zdobyciu Berlina, przeprowadziły przeciwko pozostałym jeszcze siłom niemieckim, broniącym się w Czechach i na Morawach oraz w południowej Saksonii, tzw. operację praską. Doprowadziła ona do ostatecznego rozgromienia armii hitlerowskiej. Zajęte zostały wówczas przez armie lewego skrzydła 1. Frontu Ukraińskiego ostatnie połacie Dolnego Śląska, wśród nich i Świdnica. Armie te ruszyły do pościgu za wycofującym się w obawie przed okrążeniem nieprzyjacielem 7 maja 1945 roku. Wtedy to z rejonu Strzegomia przez Wałbrzych i Mieroszów uderzały oddziały 21. Armii, które wkroczyły również i do naszego miasta.
Po zdobyciu 7 maja Żarowa i Jaworzyny Śląskiej, nazajutrz pierwsze jednostki radzieckie weszły, jak się zdaje przez Stary Jaworów, do Świdnicy. Pod miastem napotkały podobno na pojedyncze gniazda oporu małych oddziałów niemieckich, dowodzonych przez fanatycznych podoficerów i złożonych głównie z niemających nic do stracenia własowców. Jeden z takich oddziałów miał bronić się u wylotu drogi z miasta na początku wsi Witoszów Dolny. Doszło do wymiany strzałów. Raniony odłamkami pocisku zginął o godzinie 10.30 na przejeździe kolejowym na ul. Komunardów 89-letni staruszek, emerytowany lekarz świdnicki. Pochowano go prowizorycznie w rowie strzeleckim znajdującym się w pobliżu, zapewne w parku przy ul. Sikorskiego.
Armia Czerwona wkroczyła do Świdnicy w godzinach przedpołudniowych we wtorek 8 maja 1945 roku. Naoczny świadek, katolicki proboszcz świdnicki ks. Erich Puzik w swoich wspomnieniach opisał dzień wkroczenia Armii Czerwonej. Z opisu tego wynika, że w nocy z 7 na 8 maja wojsko niemieckie wycofywało się ze Świdnicy. O świcie wysadzono niektóre mosty i magazyn amunicji. Około godziny 5 ostatni pociąg odjechał w kierunku Jedliny Zdroju. Potem wysadzono szyny, zwrotnice i wiadukty kolejowe koło cmentarza przy alei Brzozowej. Około godziny 7.30 widziano na rynku ostatniego żołnierza niemieckiego. Przed południem na rynek wjechały czołgi radzieckie. W tym czasie ks. Puzik stał z kilkoma parafianami na placu przed kościołem. Nadeszło dwóch uzbrojonych żołnierzy radzieckich. Pytali, czy są tu żołnierze niemieccy i wkrótce odeszli. Noc spędził ks. Puzik wraz z grupką parafian w krypcie pod głównym ołtarzem. Obawiano się, że pożar, jaki wybuchł w winiarni i piwiarni przy ulicy Grodzkiej 7, rozprzestrzeni się na miasto. Pożar ten zaprószyli najprawdopodobniej radzieccy żołnierze. W nocy zastrzelono w mieście oficera radzieckiego. Posądzono o to Niemców, ale okazało się, że zastrzelili go koledzy w sprzeczce pijackiej. W budynku dzisiejszej Szkoły Muzycznej przy ulicy 8 Maja zakwaterował się radziecki komendant wojenny Świdnicy.
Miasto liczyło wtedy zaledwie kilkuset mieszkańców, przeważnie starców. Jednak wkrótce po zakończeniu działań wojennych, do Świdnicy zaczęli licznie napływać zbiegli dawni mieszkańcy, wracając najpierw z pobliskich terenów Dolnego Śląska, a później z przygranicznych terenów czeskich i w końcu nawet znad granicy czesko-bawarskiej i znad Łaby. Wędrowali pieszo, wracali na rowerach i zaprzęgami konnymi, jechali też koleją. Przekraczali czeską granicę w okolicach Międzylesia, Kudowy, Głuszycy i Mieroszowa, szli przez most w Zgorzelcu, a nawet wpław przeprawiali się przez Nysę Łużycką.
W ciągu maja i czerwca Świdnica znów zaludniła się Niemcami, mieszkającymi tu poprzednio oraz tymi, którzy nie docierali do swych poprzednich siedzib, np. do zniszczonego Wrocławia, lecz zatrzymywali się na pewien czas w Świdnicy. Niemcy zajmowali mieszkania dawne lub nowe i na znak poddania się, wywieszali w oknach białe flagi, zrobione z prześcieradeł i obrusów.
W maju i czerwcu przybyły tu też pierwsze grupy Polaków, zwących się dumnie pionierami.

Edmund Nawrocki
rozdział z książki "Z dziejów Świdnicy"

29 maja 2017 - Benity, Maksymiliana, Teodozji