Znalezisko w wieży kościelnej

23 lutego 1998 roku ks. wikariusz Kazimierz Czuczoła znalazł przypadkowo w górnej części wieży świdnickiego kościoła parafialnego pw. świętych Stanisława i Wacława sześć podrzuconych tam metalowych przedmiotów. W otworze pod drewnianymi schodkami leżały cztery cylindryczne pojemniki i dwie puszki. W pojemnikach, których długość wynosi od 12 do 55 cm, a średnica od 4 do 8,5 cm, znajdowały się zrolowane dokumenty rękopiśmienne oraz druki wydane w XIX w. Druki i większość dokumentów napisane zostały w języku niemieckim. Jest też kilka dokumentów napisanych po łacinie.
Dzięki życzliwości ks. proboszcza Jana Bagińskiego, mogłem zapoznać się ze znaleziskiem. Dokumenty łacińskie odczytał emerytowany profesor II LO Jan Dembowski.
Najstarsze pochodziły z roku 1697, a więc sprzed trzystu lat. Opisano w nich jak to w grudniu 1612 roku wicher zerwał zwieńczenie wieży kościoła parafialnego wraz ze znajdującą się tam metalową kulą. Rajcy i ławnicy miejscy nie szczędzili wtedy kosztów na wykonanie nowej kuli. Miała ona średnicę około 120 cm i została pozłocona przez blacharza Eliasza Fleischera złotem o wartości 155 węgierskich dukatów. Wykonał ją kotlarz Hans Using. 19 lipca 1613 roku kulę osadzono na szczycie wieży i przetrwała ona aż do dzisiaj.
Z upływem czasu kulę uszkodziły pioruny oraz ostrzał artyleryjski podczas oblężenia Świdnicy w czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Powstała potrzeba naprawienia kuli, a także dachu kościoła i wieży. Jezuici, do których wtedy kościół należał, sprowadzili ze Strzelc Opolskich dekarza Marcina Doleczka. Tenże dach naprawił i z wieży zdjął kulę. Zajął się nią starszy cechu kotlarzy Marcin Dobrauschke i po przywróceniu jej znów dawnego wyglądu, przekazał dekarzowi. Osadzenie odnowionej kuli na szczycie wieży nie zostało opisane w znalezionym dokumencie. Znamy ten fakt z opublikowanego w 1930 roku fragmentu kroniki jezuitów i warto fragment ten w tłumaczeniu z języka niemieckiego przytoczyć:
"Dnia 28 września [1697 roku] było święto św. Wacława. Wtedy to rektor jezuitów ojciec Wacław Hartmann kulę poświęcił. Rankiem przy wielkim wietrze, wśród bicia w bębny i dźwięku trąb, kulę wciągnięto i po południu osadzono na szczycie. Gdy dekarz ukończył tę pracę, przebrał się przy kuli w odświętne ubranie, narzucił płaszcz na ramiona, wypił kielich wina, zrzucił dzban i kielich z wieży, wystrzelił z kilku pistoletów i rozsypał mnóstwo śliwek między tłum zebrany na placu kościelnym."
Inne dokumenty dotyczyły ponownej naprawy kuli i zwieńczenia wieży, co wykonano w 1832 roku na koszt patrona kościoła jakim był rząd pruski. Naprawy zwieńczenia dokonał wrocławski dekarz Stahlhut wraz ze swoim synem. Zdjął on też i ponownie osadził kulę naprawioną przez starszego cechu kotlarzy Henkla. Przy okazji uroczystości wciągnięcia kuli na wieżę, 27 sierpnia 1832 r. Stahlhut wygłosił wierszowane przemówienie, którego drukowany tekst znalazł się wśród dokumentów znajdujących się w jednym z pojemników.
Trzeci zbiór dokumentów związany jest z renowacją wieży i przy tej sposobności również i odnowieniem kuli w lecie 1894 roku, przed ponad stu laty. Jak to zobaczyć można na załączonej do tego zbioru fotografii, wieżę pokryto wtedy wysokim rusztowaniem sięgającym od ziemi aż po szczyt. Kulę zdjął mistrz ciesielski Folgner i czeladnik blacharski Frankę. Naprawił ją mistrz blacharski Schindler, a pozłocił na nowo złotnik Reisse. Już zdaje się bez specjalnych uroczystości kulę osadzono na szczycie 1 sierpnia 1894 r.
Wtedy to do wnętrza kuli włożono ponownie dokumenty z 1697 i 1832 roku oraz nowe dokumenty z roku 1894. We włożonych wtedy metalowych pojemnikach było także kilka druków wydanych w XIX w., przeważnie już znanych, jak historia naszego kościoła napisana przez ks. Franciszka Goerlicha, "studium więzienne" ks. proboszcza Hugona Simona (więźnia czasów kulturkampfu), sprawozdania finansowe zarządu miasta itp. Do dokumentów dołączono też papierową odbitkę z płyty miedziorytniczej, wykonanej w XVII wieku przez Jerzego Linznera. Odbitka ukazuje widok Świdnicy w 1623 roku z lotu ptaka. Znana jest ona szeroko z licznych reprodukcji dwudziestowiecznych.
Znaleziono też spis zawierający wykaz 18 przeważnie srebrnych monet z lat 1772-1831, które włożono zapewne do owalnej puszki i też umieszczono w kuli. Puszka była rozcięta i pusta. Zagadką jest, kto i kiedy wydobył wszystkie pojemniki z kuli, ograbił z monet i podrzucił w ciemny zakamarek pod schody wieży.
Przypominam sobie, jak przed laty badali szczyt wieży jacyś "taternicy". Pamiętam też, iż rzemieślnik, który około 1992 r. naprawiał kulę, zgłosił ks. proboszczowi Ludwikowi Sosnowskiemu fakt, że kula była częściowo rozcięta i pusta. Przyjęliśmy wtedy, że rozcięcie spowodowane było ostrzałem wieży przez samoloty radzieckie na przedwiośniu lub wiosną 1945 roku.
Pomimo iż opisane wyżej znalezisko jest niezwykłe, to jednak w niewielkim tylko stopniu wzbogaca naszą wiedzę o dziejach Świdnicy. Dokumenty potwierdzają dotychczasowe wersje wydarzeń znanych z publikacji historycznych, m.in. takich jak Heinricha Schuberta "Bilder aus der Geschichte der Stadt Schweidnitz" czy z opisu wieży dokonanego przez Andrzeja Scheera w wydanym w 1988 i 1990 roku przewodniku po naszym kościele.
Wymieniony H. Schubert wzmiankuje, że do kuli włożono także i dokumenty z 1565 roku oraz monety sprzed tego roku, być może nawet i złote. Można przypuszczać, że złote monety obiegowe z końca XIX wieku znalazły się w kuli także w 1894 roku. Czyżby oprócz monet z lat 1772-1831 złodziej zabrał także inne monety i pojemnik z najstarszymi, szesnastowiecznymi dokumentami?

Edmund Nawrocki
rozdział z książki "Z dziejów Świdnicy"

24 listopada 2017 - Emmy, Flory, Romana