Świdnica - składnica skarbów Generalnego Gubernatorstwa

Pod koniec II wojny światowej Dolny Śląsk stał się schronem III Rzeszy nie tylko dla przemysłu i ludności ewakuowanej z zachodnich i centralnych regionów Niemiec. Latem 1944 roku przeniesiono tu również wiele komórek Generalnego Gubernatorstwa. Wraz z tonami dokumentów i grupą urzędników na Dolny Śląsk trafiły surowce, waluty i bezcenne skarby zrabowane w okupowanej Polsce. Część z nich odnaleziono po upadku III Rzeszy, inne czekają na swoich odkrywców.
W lipcu 1944 roku Armia Czerwona przełamała niemiecką obronę na wschodzie i rozpoczęła ofensywę, która poważnie zagrażała Generalnemu Gubernatorstwu. Postępy militarne Rosjan były tak duże, że Hans Frank polecił rozpoczęcie akcji zabezpieczającej majątek zgromadzony przez jego urząd i przygotowanie planów ewakuacyjnych. W tym celu powołano m.in. Sztab dla Spraw Uchodźców i Ewakuacji, na czele którego stanął SS-Brigadeführer dr Harry von Craushaar. Jego zadaniem było przeprowadzenie dyslokacji przemysłu i niemieckiej ludności, która zasiedliła dawne tereny Rzeczypospolitej. Dr Ernst Boepple został Pełnomocnikiem dla Spraw Ewakuacji Placówek Służbowych Rządu Generalnego Gubernatorstwa, a doradca Hansa Franka ds. zbiorów sztuki, dr Ernst Wilhelm Palezieux, otrzymał zadanie wyszukania na Dolnym Śląsku "jakiegoś obiektu jako Dienststelle dla rządu". W tym celu wynajął "zamek w Siechau (Sichów koło Jawora - majątek rodziny von Richthofen).
Gdy zawiadomiłem o tym Franka, iż wynająłem ten zamek, wówczas Frank kazał mi się tam zatrzymać dla odebrania rzeczy, które tymczasem zostały już z Krakowa wysłane. Istotnie w kilku dniach nadeszły trzy wagony, z których dwa zawierały urządzenia biurowe i akta, zaś jeden obejmował dzieła sztuki, obrazy pozawijane w dywany i różne materiały z obicia mebli".
Pałac w Sichowie miał stanowić nie tylko biuro Generalnego Gubernatora, ale również gromadzić najcenniejsze przedmioty "zabezpieczone" na terenie byłego państwa polskiego. Do rezydencji Richthofenów przewieziono ulubione obrazy Franka (specjalna lista zawierała 14 cennych dzieł sztuki), m.in. 2 Rembrandty, da Vinci, Rafaela, Rubensa, dwa Dürery, Cranacha i inne. Transport zawierał również depozyt 24 najcenniejszych rękopisów zrabowanych z polskich kolekcji oraz zbiór kolejnych 46 obrazów (w tym dzieła Breughla, Metsu, Kulmbacha, Dürera). Ernst Palezieux ulokował te zabytki w pałacu pod nadzorem konserwatora dr. Eduarda Kneisela i wrócił na Wawel.
Był zaskoczony, że podczas jego nieobecności do Świdnicy wyjechał kolejny transport skarbów, znajdujących się pod opieką urzędu Generalnego Gubernatora. "Co się tyczy przedmiotów sztuki złożonych w Świdnicy (Schweidnitz) to o nich nie wiedziałem. Kneisel pisał mi, że to są ze Lwowa rzeczy, które przyszły do Świdnicy. Pojechałem tam obejrzeć je, ale nie mogłem uzyskać do tych rzeczy dostępu ani wglądu w nie". Wśród tych przedmiotów były zabytki z muzeów warszawskich, w tym trzy obrazy Jana Matejki ("Rejtan", "Batory pod Pskowem", "Unia Lubelska"), które zostały przejęte przez Niemców i przeniesione do Lwowa. Palezieux był przeciwny wywiezieniu obrazów z Polski. W swoich zeznaniach wielokrotnie podkreślał, że decyzja o ich "ewakuacji" została podjęta bez jego wiedzy. "Z końcem roku 1944 rozmawiałem z dyrektorem Muzeum Narodowego Koperą - w sprawie obrazów Matejki, które wywiezione zostały na Śląsk, zdaje się do Świdnicy (Schweidnitz). Zgodziłem się na powrót tych obrazów do Krakowa i wydałem zlecenie Kneiselowi, by sprawę tę załatwił. Co się jednak stało z tymi obrazami, oraz czy i jak Kneisel rzecz tę załatwił, tego nie wiem. Kto wydał zarządzenie przewiezienia tych obrazów z Krakowa na Śląsk względnie z Polski na Śląsk tego ja nie wiem, gdyż o ich wywiezieniu dowiedziałem się dopiero od Kopery. O ile pamiętam, te obrazy miały pochodzić z Muzeum warszawskiego".
Rozwiązanie tej zagadki znajduje się w sprawozdaniu dr. Eduarda Kneisela z 1945 roku. Dzięki temu dokumentowi wiadomo, że decyzję o wywiezieniu ze Lwowa zabytków (w tym obrazów Matejki) podjął gubernator Dystryktu Galicja, dr Otto Gustav Wächter. Zgodnie z planami ewakuacyjnymi przygotowanymi przez urząd dr. Craushaara, "Gouverneur Galizien" miało zostać przeniesione właśnie do Świdnicy i okolicznych majątków. Z tego powodu w ten rejon Dolnego Śląska trafiła olbrzymia ilość bezcennych zabytków, które już w kilka dni po upadku III Rzeszy stały się celem poszukiwań prowadzonych przez urzędników Ministerstwa Kultury i Sztuki.

na zdjęciu - Gubernator Dystryktu Galicja - dr Otto Gustav Wächter

Muzealnicy dość szybko trafili na ślad składnic zlokalizowanych na Dolnym Śląsku. Potwierdzeniem ich skuteczności jest dokument z 15 maja 1945 roku zawierający szczegółowe lokalizacje depozytoriów, w których ukryto polskie dzieła sztuki.
"Adelsdorf koło Goldbergu - podobno w starym spichrzu: rękopisy Ossolineum i kilkaset skrzyń książek z Biblioteki Jagiellońskiej,
Seichau, powiat Jaworze (Jauer) - w zamku Richthoffenów: zbiory z Wawelu, Muzeum Czartoryskich i inne.
Warmbrunn koło Jeleniej Góry (Hirschberg) - w zamku Schafgotschów: zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie, podobno 3 czy 5 wagonów kolejowych,
Bauten - w zakładzie karnym: archiwalia z Warszawy.
Kuhnau koło Wrocławia - zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie i inne.
Świdnica - zbiory z Warszawy"
Pod koniec maja 1945 roku Ministerstwo Kultury i Sztuki wysłało na Dolny Śląsk grupę muzealników pod kierownictwem prof. Stanisława Lorentza, dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie. Celem podróży miał być krótki rekonesans, ale "rezultaty objazdu przekroczyły wszelkie oczekiwania. Okazało się bowiem, iż znaczna liczba dzieł sztuki, wywiezionych przez Niemców z Warszawy po Powstaniu, oraz duża ilość zbiorów katowickich, których los nie był znany, jak również zbiory ewakuowane w ostatniej chwili przez Niemców z Krakowa, pozostały na Śląsku. Zgrupowane one były w Prudniku i pod Prudnikiem, w Świdnicy i kilku zamkach okolicznych"
Korzystając z pomocy radzieckiego komendanta i polskich urzędników, którzy tworzyli lokalną administrację, przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Sztuki podjęli błyskawiczne działania mające na celu zabezpieczenie zabytków zdeponowanych w tym rejonie. Profesor Stanisław Lorentz wspominał po latach, że w Świdnicy odnalazł "masę cennych". Kolejne dzieła sztuki udało się odnaleźć dzięki relacjom i zeznaniom Niemców, którzy brali udział w ukrywaniu polskich skarbów.

na zdjęciu - Dworzec w Świdnicy
- okres międzywojenny


Wicestarosta świdnicki w asyście pełnomocnika grupy operacyjnej Rady Ministrów oraz kilku innych osób reprezentujących polską administrację przesłuchał 25 maja 1945 roku dwóch Niemców, którzy posiadali bogatą wiedzę na temat miejsca zdeponowania polskich zbiorów muzealnych. Pierwszy z nich, Artur Szibler, był spedytorem, któremu powierzono "przechowywanie i konserwację przedmiotów stanowiących własność zrabowanego przez Niemców Muzeum Warszawskiego", Paul Dorn był zaś właścicielem jednego budynków, który zamieniono na składnicę dzieł sztuki wywiezionych z Generalnego Gubernatorstwa. Jak poinformował polskich urzędników, w jego lokalu zdeponowano zabytki "na zlecenie nadburmistrza Trinka, przez spedytora Sziblera Artura". Szibler zeznał, że depozyt dzieł sztuki otrzymał "w drugim półroczu 1944 r., a mianowicie w ten sposób, że zgłosił się do mnie doktor rzeczoznawca archiwista z Wrocławia z nakazem, że mam z kolei odbierać sukcesywnie transporty muzealne i archiwalne Muzeum Warszawskiego. Pierwszy transport składający się z ok. 2 wagonów przyszedł w okresie Bożego Narodzenia, drugi transport ok. Nowego Roku, następne dwa transporty w okresach 15-dniowych. Każdy transport składał się z 2 wagonów. Oddający transport archiwista Niemiec należał do sztabu wysiedleńczego z Warszawy (Röunungskommando)"8. Artur Szibler poinformował przedstawicieli polskiej administracji, że przetransportował przejęty depozyt do magazynów, które znajdowały się przy Waldenburgstrasse nr 12 i 27. Jak twierdził, do chwili wkroczenia Rosjan do Świdnicy "z rzeczy zdeponowanych u mnie pod nr 12 nic nie zginęło". Paul Dorn dodał, że "jak długo ten dom [przy Waldenburgstrasse 27 - przyp. aut.] zajmował nic z tych rzeczy nie zginęło". Jednak na rozkaz wojskowych władz niemieckich musiał opuścić miasto przed wkroczeniem Rosjan, a "po powrocie zaś stwierdziłem, że okna i drzwi były rozbite i niektóre skrzynie uszkodzone". Mimo rabunku w magazynach zlokalizowanych przy Waldenburgstrasse 12 i 27 odnaleziono dużą ilość zabytków. Koncentracja tak ogromnych zbiorów w jednym miejscu spowodowała, że polscy muzealnicy postanowili urządzić w mieście składnicę dzieł sztuki. Jak podaje wrocławski historyk Józef Gębczak, była ona "dwukrotnie uruchomiana: w lecie 1945 i w 1947 na krótkie okresy, pod kier. Felicji Strzemboszowej" 9. Jednak nie tylko Świdnica stanowiła depozytorium skarbów wywiezionych z Generalnego Gubernatorstwa.

na zdjęciu - Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim

Artur Szibler i Paul Dorn zeznali przed przedstawicielami polskiej administracji, że oprócz zabytków, które przeniesiono do Świdnicy, część dzieł sztuki pochodzących z Warszawy zgromadzono w "zamku Kinau [powinno być Kynau - Zagórze Śląskie - przyp. aut.] i w zamku Michelsdorf [dziś Michałkowa - przyp. aut.], (w odległości 2-3 km od Kinau), oraz w okolicy Strigau [Strzegom - przyp. aut.], przeważnie składające się z dywanów, arrasów, makat itp. Bliższe dane o tych rzeczach mogą podać spedytorzy: Hertrams Oskar i Peter und Radeke. W zamku Kinau i Michelsdorf zostało wyładowane trzy 15-tonowe wagony".
Ministerstwo Kultury i Sztuki dość szybko podjęło próbę zabezpieczenia zabytków, które Niemcy zgromadzili we wspomnianych obiektach. W czasie prac rewindykacyjnych okazało się, że w Zagórzu Śląskim znajdowała się "składnica konserwatora z Berlina". Kieszkowski przy okazji szukania zbiorów polskich w 1945 wymienia tę składnicą jako zniszczoną, która uległa rozproszeniu i grabieży w czasie działań wojennych. Styczyński w styczniu 1947 wymienia tę składnicę jako zawierającą militaria, ale nie przewiduje zwózki ruchomości, ponieważ składnica ma już charakter muzeum i jest pod opieką konserwatora wojewódzkiego".
Mimo zabezpieczenia tego obiektu i zbiorów ocalałych z rabunku jeszcze wiele lat po wojnie rejon zamku znajdował się w centrum zainteresowań służb specjalnych, które penetrowały Dolny Śląsk w poszukiwaniu ukrytych skarbów. Sprawa Zagórza Śląskiego zainteresowała również znanego w środowisku eksploracyjnym majora Stanisława Siorka z wrocławskiej Służby Bezpieczeństwa. W czasie prowadzenia kwerendy prasy dolnośląskiej w jednym z artykułów w dzienniku "Pionier" (później "Słowo Polskie") oficer SB znalazł informację o tunelu, który miał rzekomo przechodzić pod zamkiem i prowadzić w stronę Świdnicy. Siorka zaintrygował fakt, że wejście do podziemi zostało zawalone pod koniec wojny. Wydarzenie to łączył z informacją o przywiezieniu w ten rejon cennych dzieł sztuki.
na zdjęciu - Lokalizacja składnic dzieł sztuki w rejonie Świdnicy
kliknij na zdjęcie by powiększyć

Kolejnym obiektem, który zgodnie z zeznaniami Artura Sziblera i Paula Dorna miał stanowić składnicę polskich zabytków, był XVIII - wieczny pałac w Michałkowej. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Józefa Gębczaka w rezydencji znajdowała się "składnica konserwatora z Berlina". Kieszkowski w czasie objazdów zwiadowczych w 1945 roku stwierdził, że w zamku znajduje się spora liczba dywanów i skrzyń z Muzeum Narodowego w W-wie i że nie wszystkie zostały uratowane.
Wcześniej zbiory tej składnicy zabezpieczył Pełnomocnik Komit. Ekonom. Rady Ministrów. Skrzynie ze zbiorami zdeponował w starostwie w Świdnicy pod opieką referatu Kult. i Sztuki. Witold Kieszkowski, który zajmował się zabezpieczaniem tych zabytków z ramienia Ministerstwa Kultury i Sztuki, w swojej relacji z prac rewindykacyjnych wspominał, że "w zamku Michałkowa (pow. Wałbrzych) znajdowała się spora liczba dywanów i skrzyń z Muzeum Narodowego w Warszawie". Odnalezione zabytki wyrewindykowano, a XVIII-wieczna rezydencja została później zamieniona na dom wczasowy.

Zbiory militarne zgromadzone w zamku Grodno - okres międzywojenny

W zeznaniach Artura Sziblera pojawiła się również informacja o dużej składnicy zlokalizowanej w rejonie Strzegomia. Niemiec mówił najprawdopodobniej o pałacu w Morawie, gdzie zgromadzono najcenniejsze zabytki przeniesione z Sichowa. Wśród tych dzieł sztuki były m.in. rzeźby, cenne dywany i obrazy z kolekcji Muzeum Czartoryskich (autorstwa Leonarda da Vinci, Rafaela Santi, Rembrandta van Rijn) oraz dzieła Canaletta ze zbiorów warszawskich. Pod koniec stycznia 1945 roku najcenniejsze z nich zostały zapakowane w 3 skrzynie i wywiezione do rezydencji Hansa Franka do Bawarii.
Kolejną partię polskich dzieł sztuki zdeponowanych w Morawie zabezpieczył konserwator Günther Grundmann. Najpierw kilka skrzyń przewiózł do Cieplic, a później ewakuował je do Coburga. Na miejscu przekazał je Amerykanom, którzy zwrócili je Polsce w 1946 roku. Kiedy do Morawy dotarli wreszcie polscy muzealnicy, z przerażeniem stwierdzili, że w pałacu "urządzone były legowiska dla żołnierzy. Z czego zrobione? Ułożone jedne na drugich leżały tam, zrabowane jeszcze w 1939 roku z Gabinetu Rycin UW, albumy Stanisława Augusta. W skórzanych oprawach, ze złoconymi literami, tak łatwe do rozpoznania... Później obszukiwaliśmy jeszcze starannie okolice willi i znajdowaliśmy grafiki zmięte dla higienicznego użytku. Zbieraliśmy je starannie i potem profesor Lenart w swojej pracowni wszystko to jakoś wyczyścił, odmył, tak że udało się je odratować".
Błyskawiczne dotarcie polskich muzealników do niemieckich składnic wcale nie oznaczało zabezpieczenia wszystkich zabytków wywiezionych z terenu Generalnego Gubernatorstwa. Prof. Witold Kieszkowski wspominając swoją działalność rewindykacyjną podkreślał, że uratowano zaledwie część dzieł sztuki zgromadzonych w rejonie Świdnicy. "Niektóre ze składnic zniszczone zostały w czasie działań wojennych lub uległy rozproszeniu i grabieży (pałac w Zagórzu Śląskim - Kynau - pow. Wałbrzych)".
Największą stratą dla polskich zbiorów było zniknięcie obrazów Jana Matejki ("Rejtan", "Batory pod Pskowem", "Unia Lubelska"). Dopiero 26 czerwca 1945 roku inż. Graumann dostarczył prof. Stanisławowi Lorentzowi informację, że w restauracji "Waldschlöschen", w małej miejscowości Hain (dziś Przesieka) koło Podgórzyna i Jeleniej Góry znajdują się skrzynie z polskimi zabytkami. Na miejscu odnaleziono obrazy Matejki oraz paczki z dziełami sztuki stanowiącymi własność Galerii i Muzeum Prehistorycznego ze Lwowa.

Świdnica - ulica Wałbrzyska w okresie II wojny światowej

Mimo że od wspomnianych wydarzeń minęło już 60 lat, wciąż istnieje duża szansa na odnalezienie zabytków, które zdeponowano lub ukryto w rejonie Świdnicy. Wierzyli w to m.in. szefowie grupy operacyjnej penetrującej Sudety w poszukiwaniu "złota Wrocławia" i dzieł sztuki ukrytych przez Niemców.
O tym, że przypuszczenia służb specjalnych nie były bezpodstawne, przekonują pojawiające się od czasu do czasu informacje o próbach sprzedaży jakiegoś zabytku znajdującego się w rękach mieszkańców powiatu świdnickiego.

J. Robert Kudelski
dla miesięcznika Miłośników Historii i Tajemnic - "Inne oblicza historii"

26 marca 2017 - Dory, Olgi, Teodora