Świdnica za czasów Hitlera aż do wybuchu Drugiej Wojny Światowej

Wybory do parlamentu Rzeszy (Reichstagu) w dniu 5 marca 1933 roku nie przyniosły partii hitlerowskiej absolutnej większości. Umożliwiły jednak jej osiągnięcie większości w koalicji z Niemieckonarodową Partią Ludową. Wyniki wyborów w Świdnicy były następujące: Hitlerowcy - 44,9%, Niemieckonarodową Partia Ludowa - 10,1%, socjaldemokraci - 23,2%, partia centrum - 13,7%, komuniści - 5,3%, Niemiecka Partia Ludowa - 0,4%, Niemiecka Partia Demokratyczna - 0,5%. W świdnickich wyborach uczestniczyło 90% wyborców, a więc więcej, niż obecnie, bo wtedy większość wyborców wierzyła, że przez wybory można coś zmienić na lepsze. Świdnickie wybory do władz miejskich z 12 marca 1933 r. przyniosły partii hitlerowskiej 15 miejsc w trzydziestodwuosobowym przedstawicielstwie miasta (radzie miejskiej).
Aby obsadzić stanowisko nadburmistrza miasta (dziś byśmy powiedzieli - prezydenta miasta) dokonano swoistego "przewrotu". Dotychczasowego demokratycznie wybranego nadburmistrza Kurta Franka zastąpiono wypróbowanym hitlerowcem Georgiem Trzeciakiem, chyba pochodzenia polskiego. Pewnie aby zatrzeć ślady tego pochodzenia zmienił on wkrótce swoje nazwisko na "Trenk".
Dokonano też zmian w administracji i wymiarze sprawiedliwości, w cechach i organizacjach, głównie na stanowiskach kierowniczych, obsadzając je zaufanymi hitlerowcami. Na niższych stanowiskach pozostawiono jednak fachowców niezależnie od ich sympatii politycznych, bo wśród uprzywilejowanych polityków brak było osób posiadających odpowiednie kwalifikacje.
Doprowadzono do rozwiązania wszystkich partii oprócz partii hitlerowskiej. Związki zawodowe zastąpiono hitlerowską organizacją Arbeitsfront (Front Pracy). Nawet w radzie parafialnej ewangelickiego kościoła Pokoju umieszczono radnych będących zwolennikami Hitlera. Tylko w radzie kościoła katolickiego nie udało się zainstalować gorliwych zwolenników aktualnej linii politycznej.
Kościół ten nie cieszył się sympatią wyznawców polityki wodza Trzeciej Rzeszy, zwłaszcza nadburmistrza Trenka, ongiś katolika.
Przedstawicielstwo obywateli miasta, tzw. Stadtverordnetenversammlung (jakby rada miejska) i magistrat (jakby zarząd miasta) otrzymały tylko funkcje doradcze. Nadburmistrz przestał być wybieralny. Mianowały go władze wyższe i był zależny tylko od przełożonych z administracji i władz partyjnych, od nadprezydenta prowincji i od gauleitera (jakby wojewódzkiego kierownika partii).
Przedstawicielami partii hitlerowskiej byli w Świdnicy: Kreisleiter (powiatowy kierownik partii), jego sztab i siedmiu Ortsgruppenleiter - kierowników miejscowych grup partyjnych. Początkom władzy narodowosocjalistów towarzyszyły aresztowania przeciwników politycznych i bojkot Żydów. Sytuacja gospodarcza ulegała stopniowej poprawie. Do roku 1938 zlikwidowano zasadniczo bezrobocie. Ogół zaczął wierzyć we wspaniałą przyszłość, co zjednywało poparcie rządom hitlerowskim.
W mieście stacjonowały dwa pułki - 7. pułk piechoty i 28. pułk artylerii. Zbudowano dwa nowe kompleksy koszarowe, przy dzisiejszej ulicy Gdyńskiej i przy dzisiejszej ul. Armii Krajowej. Przy ulicy 1 Maja powstały gmachy okręgowej komendy wojskowej. Na końcu ul. Jagiellońskiej wzniesiono gmach dla różnych urzędów (dziś Komenda Powiatowa Policji).
Pod miastem koło Pszenna powstało lotnisko sportowe. Otwarto stadion sportowy i rozbudowano kąpielisko miejskie. Powstały nowe osiedla mieszkaniowe przy dzisiejszych ulicach: Kopernika, Wodnej, Okrężnej, w Kraszowicach i innych. Planowano budowę mostu na Bystrzycy łączącego ul. Wodną z ul. Kopernika, co udało się wykonać dopiero po wojnie.
Wielu światłym obywatelom miasta nie podobało się spalenie synagogi i zniszczenie sklepów żydowskich w nocy z 9. na 10. listopada 1938 r. Wielu też nie aprobowało walki hitlerowców z Kościołem katolickim. Nie odważano się jednak na jawną krytykę, bo było wielu donosicieli i łatwo można było trafić do obozu koncentracyjnego. Fanatyczni hitlerowcy, zwłaszcza esesmanni, występowali z Kościoła katolickiego czy ewangelickiego oświadczając, że są "gottglaeubig" (tylko wierzący w Boga), co ułatwiało im drogi awansu. Większość pastorów ewangelickich kościoła Pokoju nie poparła dywersyjnego ruchu "Niemieckich chrześcijan" (Deustsche Christen), lecz zgłosiła swój akces do "Bekennende Kirche" (Kościoła wyznającego) do którego należał i stracony później przez hitlerowców słynny pastor Dietrich Bonhoeffer, członek ruchu oporu. Olbrzymia większość świdniczan, zachwycona osiągnięciami gospodarczymi Hitlera, które polepszyły jej byt, wierzyła, że Hitler dąży do pokoju uwalniając jednocześnie Niemcy z ograniczeń układu wersalskiego. Umiejętna propaganda umacniała przywiązanie do nowego reżymu. Służyły temu m.in. obchody różnych świąt hitlerowskich, głównie takich jak: 30 stycznia - dzień przejęcia władzy, w marcu - dzień uczczenia bohaterów, 20 kwietnia - dzień urodzin Hitlera, 1 maja - narodowe święto pracy, jesienią - dożynki, 9 listopada - rocznica próby przejęcia władzy przez nazistów. W uroczyste dni budynki urzędowe obwieszone były flagami ze swastyką, a blokowi baczyli aby i na każdym domu prywatnym zwisała flaga państwowa. Nawet świętom kościelnym, takim jak Wielkanoc, Zielone Świątki czy głównie Boże Narodzenie, chcieli hitlerowcy nadać charakter germański i narodowosocjalistyczny. Jednak tradycyjne przywiązanie do tych świąt powodowało, że mniej czy więcej gorliwi wyznawcy danej religii udawali się przynajmniej z okazji świąt do kościoła.
Dni upływały świdniczanom na pracy zawodowej, która trwała dłużej niż współcześnie, bo nie było wolnych sobót, na pracach domowych i zajęciach w ogródkach. Niewiele wolnego czasu, jaki miano do dyspozycji w niedzielę i święta, spędzano na odwiedzaniu kin, czasami teatru czy koncertu, zabaw tanecznych, a głównie - licznych restauracji i kawiarni, na co stać było mających pracę.
Czasami przyjeżdżał cyrk. Powszechnym był udział w święcie bractwa kurkowego, które w dzień Zielonych Świątek organizowało zawody strzeleckie i zabawę.
Co kilka lat organizowano wielki festyn Bolkowy, ostatnio w 1936 r. W lecie kąpano się w otwartym basenie kąpieliska miejskiego, udawano się nad zalew do Zagórza czy na wycieczki w pobliskie góry, np. Wałbrzyskie czy Sowie. W zimie biegano na łyżwach po stawach w parku miejskim, zjeżdżano z pobliskich górek na sankach czy nartach, albo w niedzielę udawano się dogodnym połączeniem kolejowym na narty do Rzeczki. Na Wzgórzach Kiełczyńskich i na lotnisku pod Pszennem niektórzy uprawiali sport szybowcowy.
Członkowie organizacji związanych z partią hitlerowską jak: SA, SS, NSKK, NSFK musieli regularnie uczestniczyć w ćwiczeniach.
Ćwiczenia takie szczególnie obowiązywały dzieci i młodzież. Prawie wszyscy chłopcy musieli należeć w wieku 10-14 lat do "Deutsches Jungvolk" (DJ), a potem do "Hitlerjugend" (HJ), a dziewczynki - do "Jungmaedel" (JM), a później do "Bund deutscher Maedel" (BDM). Co środę i sobotę (a często nawet w niedzielę, aby odciągnąć młodzież od udziału w nabożeństwie kościelnym) dzieci i młodzież szkolono ideologicznie i zajmowano nauką maszerowania, grami terenowymi, sporządzaniem zabawek sprzedawanych na cele pomocy zimowej itp.
Przysposabiano również młodzież do służby wojskowej. Starano się zaszczepić przekonanie, że obowiązkiem każdego obywatela Rzeszy jest obrona ojczyzny. Nie zaniedbywano też ćwiczeń mających na celu przygotowanie do obrony przeciwlotniczej. Budowano też schrony przeciwlotnicze, które częściowo zdewastowane istnieją do dziś.

Edmund Nawrocki
na podstawie niemieckojęzycznego tekstu Horsta Adlera z Ratyzbony

18 października 2017 - Hanny, Klementyny, Łukasza