Afera finansowa

Wszelkiej maści afery finansowe i gospodarcze, jakie z różną siłą wybuchały w Polsce w ciągu kilku ostatnich lat nie są wytworem przełomu XX/XXI wieku. Jedna z największych afer finansowych, która prawie zrujnowała gospodarkę Królestwa Polskiego na przeciąg niemal 10 lat, miała miejsce na początku XVI wieku, a głównymi jej bohaterami byli przedsiębiorczy świdniczanie.

Genialny plan Jagiellończyka
Wykorzystując fakt, że na ziemiach polskich brakowało w obiegu drobnej monety tzw. półgroszy koronnych Zygmunta I Starego, królowie czescy i węgierscy, zresztą najbliższa rodzina naszego Zygmunta (bratanek) Ludwik II Jagiellończyk wpadł na "genialny" pomysł wybijania monety łudząco podobnej do półgroszków Zygmunta Starego (porównaj obie monety na ilustracji). Ktoś zadać by mógł pytanie a gdzie tu afera? Ano jest i to niezgorsza. W każdym bądź razie słynna polska afera z Art-B, brzmi przy naszej jak bajeczka dla grzecznych dzieci.
Jednostką wagową w ówczesnych czasach byłą na ziemiach polskich jedna grzywna krakowska (około 197 gramów). Z takiej jednej grzywny srebra (półgroszki koronne były srebrne) Zygmunt Stary wybijał 256 sztuk półgroszków, natomiast czescy i węgierscy w jednej osobie królowie aż 340 półgroszków!

W efekcie na ziemiach polskich odbywało się masowe wykupywanie półgroszków koronnych, które trafiały do świdnickiej mennicy, prowadzonej przez Pawła Monaua (fragment jego płyty nagrobnej odnaleziono przy wejściu do świdnickiej bazyliki), gdzie od połowy 1517 roku przetapiano je i wybijano z pozyskanego surowca półgroszki świdnickie, o zaniżonej wartości srebra. Świdnicka podróbka była lżejsza i o gorszej próbie srebra. "Gorsza" moneta zaczęła zalewać ziemie polskie, w miejsce skupowanych półgroszków świdnickich. Zyski z tego procederu były dla Ludwika II Jagiellończyka, a przy okazji i jego mincerza Pawła Monaua kolosalne.
Zygmunt Stary bronił się jak mógł przed machinacjami bratanka, wydając kolejne edykty dotyczące zakazu przyjmowania monety świdnickiej i ograniczającej w znacznym stopniu swobodny handel kupców świdnickich w Koronie. Wprawdzie nie zapobiegło to potężnemu zalewowi ziem polskich świdnickimi półgroszkami, ale przynajmniej doprowadziło do wrzenia i buntów w samej Świdnicy, w której dawały się odczuć różnego rodzaju embarga na handel z Polską.
Afera nabrała międzynarodowego rozgłosu i Ludwik II Jagiellończyk chcąc jakoś z niej wybrnąć, podarował mennicę wraz z dochodami swojej żonie Marii Austriackiej, która w spokoju nadzorowała dalszą działalność mennicy, nic sobie nie robiąc z protestów strony polskiej. W końcu w 1528 roku nowy król czeski Ferdynand I ulegając protestom świdniczan, stanów śląskich i króla polskiego, zamknął świdnicką mennicę, "zwijając" półgroszkowy interes.
Nie zlikwidowało to problemów Zygmunta Starego, który musiał uruchomić dwie nowe mennice - w Krakowie i Toruniu, które zajmowały się przetapianiem półgroszków świdnickich z powrotem na koronne. Bo świdnicki półgroszek nadal cieszył się olbrzymią popularnością w Polsce, a na przykład na ziemiach pruskich był praktycznie podstawową drobną monetą w obiegu.
Nie wiadomo dokładnie ile w ciągu 12 lat trwania tego kokosowego interesu wybito półgroszków w Świdnicy. Dość powiedzieć, że tylko pierwsza umowa Ludwika II Jagiellończyka z mincerzem Pawłem Monau zezwalała temu ostatniemu na przetopienie 100.000 grzywien praskich srebra czyli około 25 ton tego kruszcu, z którego można było wybić około 77 milionów półgroszków świdnickich! Prawdziwy potop na ziemiach polskich i to na sto lat przed... Szwedami. Półgroszki świdnickie skupowano i przetapiano na półgroszki koronne przez następnych kilkanaście lat. Gdy opanowano sytuację w Koronie, okazało się, że półgroszki świdnickie "przeniosły" się na Litwę, gdzie w latach 1546-1547 skupiono ich jeszcze ponad 3 miliony sztuk. Ostatnie wzmianki o przetapianiu półgroszków świdnickich na monety koronne, pochodzą z 1562 roku.

Genialne fałszerstwo?
Czy półgroszki były monetą legalną, czy fałszerstwem? Genialność planu Ludwika II Jagiellończyka polega na tym, że i tym, i tym, co pozwalało mu przez dwanaście lat udawać "zdziwienie" wobec protestów dotyczących półgroszków świdnickich, ciągnąc w tym czasie ogromne zyski. Król czeski, jako jakby nie było Jagiellon, miał prawo bić "prywatną" monetę z herbem Jagiellonów, który taki sam znajdował się na półgroszkach koronnych. Nadto napis na monecie wyraźnie określał, jego właściciela. Była więc to moneta w pełni legalna, ale...
Uderzające podobieństwo do półgroszków koronnych, sprawiało, że przy masowości użycia świdnickiej monety, jako podstawowego środka płatniczego pozostającego w obiegu, półgroszki te były niemal nierozpoznawalne przy tysiącach codziennych, drobnych transakcji i mogły uchodzić za wartościowsze półgroszki koronne. W tym kontekście była moneta świdnicka fałszerstwem, a w każdym razie jawną machloją finansową, na pewno subtelniejszą niż niejedna ze współczesnych afer finansowych.

Andrzej Dobkiewicz

23 kwietnia 2017 - Ilony, Jerzego, Wojciecha