Zidentyfikowano miejsce katastrofy amerykańskiego bombowca

W 2009 roku Świdnicy i jej okolicach przebywała misja polsko-amerykańska misja, która szukała informacji na temat amerykańskich pilotów, którzy w marcu 1945 roku zginęli w pobliżu Świdnicy.

Amerykańscy inspektorzy - Shawn Walters i John A. Gray, przedstawiciele Biura ds. Jeńców Wojennych i Zaginionych w Akcji przy amerykańskim Departamencie Obrony przez dwa dni gościli w Świdnicy. Towarzyszył im Szymon Serwatka - nota bene świdniczanin z urodzenia, który od piętnastu lat zajmuje się działaniami wojennymi lotnictwa USA nad Polską podczas II wojny światowej.
Do tej różne źródła podawały zgoła odmienne wersje katastrof lotniczych pod Świdnicą podczas II wojny światowej. Przynajmniej, jeżeli chodzi o samoloty amerykańskie, mamy już niemal stuprocentową pewność przebiegu wydarzeń.
Wiadomo już, że amerykański bombowiec dalekiego zasięgu typu B-17 (tzw. "Latająca Forteca"), rozbił się na polu koło Wierzbnej. - Udało nam się zlokalizować dokładne miejsce katastrofy, w którym znaleźliśmy odłamki maszyny. Rozmawialiśmy również z jednym z mieszkańców Wierzbnej, który pamięta wrak w takim stanie, w jakim jest widoczny na zachowanej fotografii. Do Wierzbnej przybył on około 1,5 miesiąca po rozbiciu się maszyny, więc jego relacja jest bardzo wiarygodna - mówi Szymon Serwatka. - O tym samolocie i jego 10-osobowej załodze wiemy sporo.
Znamy nazwiska wszystkich członków załogi, z których sześciu przeżyło rozbicie się samolotu pod Wierzbną. Pozostała czwórka pilotów uznana została natomiast za zaginionych w akcji i ich losy staramy się właśnie wyjaśnić. W 1947 roku wrak oglądali przedstawiciele misji amerykańskiej, którzy zidentyfikowali go na podstawie numerów na zachowanych silnikach. Związane to było z tym, że w latach 1947-48 Amerykanie jeździli po Polsce i ekshumowali swoich żołnierzy, których groby odnaleziono.
Skąd B-17 wziął się nad Świdnicą? Wiosną 1945 roku amerykańskie bombowce 15. Floty Powietrznej USA, stacjonującej we Włoszech, dokonywały zmasowanych nalotów na niemieckie cele strategiczne w Niemczech.
Jeden z takich nalotów miał miejsce 22 lub 23 marca 1945 roku. Wyprawa, w której brał udział B-17 z Wierzbnej bombardowała w tym dniu zakłady wytwarzające benzynę syntetyczną, zlokalizowane na północ od Drezna.
Podczas tego nalotu samolot musiał zostać uszkodzony. Próbował dolecieć za linię frontu, na tereny zajęte przez Rosjan, którzy w tym okresie udostępniali już swoje lotniska dla amerykańskich maszyn. Niestety, załodze naszego B-17 ta sztuka się nie udała i samolot rozbił się na polach pod Wierzbną.
Fakt śmierci pilotów, a przede wszystkim to, że zostali pochowani na byłym cmentarzu garnizonowym w Świdnicy (dziś park koło dworca PKS przy ul. Armii Krajowej), potwierdził naoczny świadek ich ekshumacji w 1947 roku, świdniczanin Jan Mielniczyn, który dzięki pośrednictwu redakcji "Tygodnika Świdnickiego", spotkał się z amerykańskimi inspektorami i dokładnie wskazał miejsce pochówku oraz opisał jak wyglądała ekshumacja czterech pilotów. Opowiedział o amerykańskich oficerach, którzy nadzorowali ekshumację (być może Ci sami, którzy w 1947 roku oglądali wrak samolotu w Wierzbnej) i kordonie funkcjonariuszy bezpieki, którzy ją zabezpieczali. Wskazał dokładnie miejsce, gdzie leżały wydobyte cztery ciała amerykańskich pilotów, a więc dokładnie tylu, ilu zginęło w katastrofie B-17 pod Wierzbną. Szczątki pilotów po ekshumacji zostały umieszczone w czterech metalowych trumnach i zabrane przez Amerykanów.
- Szukamy czterech pilotów, dokładnie tylu, ilu pochowano i ekshumowano w Świdnicy. Taka zbieżność jest zadziwiająca i pozwala domniemać, że pochowani w Świdnicy żołnierze byli rzeczywiście zaginionymi czterema pilotami z B-17, który rozbił się pod Wierzbną. Stuprocentowych dowodów na to jednak jeszcze nie mamy.
Problemem w wypadku poszukiwań grobów amerykańskich pilotów w Polsce jest to, że o ile dla innych krajów zachowały się listy dokonanych ekshumacji, poległych żołnierzy lub zidentyfikowanych grobów, o tyle w wypadku terenów Polski takie listy zaginęły. Nikt nie wie, gdzie one są. A do odnalezienia mamy na terenie Polski jeszcze około 110 żołnierzy, o których wiemy, że zginęli, ale nie wiemy, gdzie zostali pochowani - dodaje Szymon Serwatka. - Poza tym identyfikacja nawet tuż po wojnie nastręczała wiele trudności.
Pamiętajmy, że ciała pilotów ze strąconych samolotów często były częściowo lub całkowice spalone lub porozrywane. Czasem do jednej trumny składano szczątki kilku żołnierzy. Zdarzało się więc, że Amerykanie wiedzieli, iż są to ich żołnierze, bo pasowały miejsca i daty śmierci, znali ich nazwiska, ale nie potrafili ich zidentyfikować.
Co się stało z ekshumowanymi z cmentarza garnizonowego pilotami? Scenariuszy jest kilka. O ile rodzina wyraziła taką wolę mogli zostać na przykład przetransportowani do USA i tam pochowani. Problem z pilotami, którzy zginęli pod Wierzbną, polega jednak na tym, że nadal figurują na liście osób zaginionych.
Prawdopodobnie więc ekshumowanych w Świdnicy pilotów nie zidentyfikowano dokładnie i zostali pochowani bezimiennie na jednym z cmentarzy wojskowych w Belgii, gdzie zresztą trzej z nich są upamiętnieni wśród żołnierzy zaginionych. Nazwisko czwartego pilota upamiętnione jest natomiast na jednym z cmentarzy we Włoszech.
O ewentualnych samolotach, które zostały zestrzelone podczas wojny wokół Świdnicy, krąży wiele hipotez i poszlak. Jak na razie upadek B-17 pod Wierzbną, to najlepiej udokumentowana tragedia z lat wojny. Raczej mało prawdopodobne, aby prawdziwa była historia strącenia koło Świdnicy amerykańskiego samolotu w maju 1944 roku, jak podają niemieckie źródła (Records of the German Air Force Commands Luftgaukommandos). Prawdopodobnie nastąpiła tu pomyłka w dacie i chodzi o samolot z Wierzbnej lub błędnie odczytano nazwę miejscowości, gdzie miało miejsce wydarzenie.
Na pewno też amerykański samolot nie spadł koło Witoszowa, jak głosiła plotka. Był to niemiecki transportowy Junkers, na pokładzie którego zginęło 11 żołnierzy i jeden oficer. Pochowani oni zostali na cmentarzu w Witoszowie, a pamiętający to wydarzenie mieszkańcy do dziś mogą wskazać miejsce, gdzie są pochowani.
Wobec bardzo wiarygodnej relacji Jana Mielniczyna, która pasuje do wydarzenia w Wierzbnej, raczej należy wykluczyć hipotezę, o masowym grobie Amerykanów na cmentarzu w Pszennie. Historia lubi jednak płatać figle i skrywa jeszcze wiele tajemnic.

Andrzej Dobkiewicz

26 marca 2017 - Dory, Olgi, Teodora